Asia Chacińska

Kolejny bardzo inspirujący przystanek w naszej mleczno-słonecznej podróży to dom cudownej kobiety – Asi Chacińskiej. Asia wszystkim znana jest jako współzałożycielka i wokalistka zespołu Bisquit. Tworzy piosenki, pisze teksty, które poruszają i są ważne dla wielu osób. Podczas naszego spotkania poznajemy Asię jako pasjonatkę podróży, gotowania, kina i życia – takiego uważnego i spokojnego. Z nutką spontaniczności oczywiście, aby nie było nudno. Zresztą nuda do naszej bohaterki nie pasuje. Między tworzeniem płyt Bisquit, Asia produkuje przepiękne albumy Appetit, które są kompilacją piosenek z różnych regionów świata. Do każdej płyty dołączone są przepisy, charakterystyczne dla regionu. O tym dlaczego połączyła gotowanie z muzyką opowiada nam podczas spotkania, na którym nie zabrakło pyszności na stole i pięknych dźwięków.

4dwa1

„Okruchy życia to jeden z moich ulubionych filmów. Jest to oryginalny plakat, który kupiliśmy w Paryżu, w małym sklepiku, który sprzedaje stare plakaty. Mamy ich kilka. Ten, z filmu „Kobieta i Mężczyzna”, „Alphaville”. Nie ma miejsca na ścianach, żeby je wszystkie pomieścić, więc chociaż ten jeden ulubiony wisi zawsze w jakimś centralnym miejscu w każdym domu, do którego się przeprowadzamy.”

1 2 3 5
6 7dwa3 8 9Asia wraz z rodziną mieszka w centrum Warszawy na Mokotowskiej. Śmieje się, że całe swoje dzieciństwo i młodość spędziła w jednym domu, a teraz przeprowadza się co dwa, trzy lata. To mieszkanie też nie jest ostatnim przystankiem w jej życiu. Od wejścia do domu naszą uwagę przykuwa ogromny, stary stół. Na Asi i jej mężu też zrobił od samego początku duże wrażenie: „Kiedy weszliśmy pierwszy raz do tego mieszkania i zobaczyliśmy ten stół, to wiedzieliśmy, że chcemy to mieszkanie wynająć. Dla mnie bardzo ważny w domu jest stół. Im większy tym lepiej.” Widać, że gospodarze bardzo lubią gości. I Francję. Plakat „Okruchów życia”, dużo francuskich książek i styl, w którym zostało urządzone mieszkanie, zdradzają, że mieszkają tu miłośnicy tego pięknego kraju.

Wychowałaś się w podwarszawskim Wołominie. Jak wspominasz swoje dzieciństwo?

Ostatnio myślałam o tym, jak fajnie jest spędzać dzieciństwo w małym mieście. Masz więcej przestrzeni i wolności do zabawy. Niestety tracisz to poczucie wolność w momencie, kiedy chcesz robić coś innego, coś co wykracza poza schematy, które panują w małej miejscowości. W wieku 19 lat wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam na warszawskim Powiślu. Byłam bardzo zakochana w moim przyszłym, pierwszym mężu, stąd decyzja o opuszczeniu domu rodzinnego była dla mnie bardzo łatwa. Ale miałyśmy porozmawiać o dzieciństwie, a ja już wyfrunęłam myślami do Warszawy.

Twój dom rodzinny był pełen muzyki?

Tak. Co prawda moi rodzice sami nie muzykowali, ale słuchali bardzo dużo muzyki z płyt winylowych, a potem z kaset. Brat mojej mamy jest pianistą, a mój brat szybko założył swój pierwszy zespół, w którym bardzo chciałam śpiewać. Pamiętam, że głównie im tym moim śpiewaniem przeszkadzałam, ale też gdzieś tam udało mi się dzięki nim rozwijać moją rodzącą się wówczas pasję. Dom rodziców to też pierwsze lekcje gry na pianinie, ognisko muzyczne, szkoła muzyczna. Przez chwilę uczyłam się też gry na klarnecie. Szybko to zawiesiłam, ponieważ nie podobał mi się dźwięk tego instrumentu. Bardzo chciałam grać na flecie poprzecznym, ale w orkiestrze, która działała przy Domu Kultury w Wołominie, nie było już miejsca dla flecistki. Musiałam wziąć to, co było. Nie lubiłam gry na klarnecie, a teraz bardzo żałuję, że na nim nie gram.

A w jakim momencie pojawiło się pisanie tekstów piosenek?

Dosyć szybko zaczęłam pisać wierszyki, które były bardzo romantyczne i infantylne. Odkąd pamiętam pisałam też pamiętniki, więc pisanie od zawsze było i jest mi bliskie. Ale dopiero przy współpracy z Serkiem (Tomkiem Krawczykiem) i tworzeniu Bisquit zaczęłam pisać tak na poważnie teksty piosenek.

10 11 13 14 15 17 18 19 20 21

Piękna sukienka z jedwabiu. projektu Zofii Chylak.

Piękna sukienka z jedwabiu. Projektu Zofii Chylak.

Wiele osób bardzo mocno identyfikuje się ze słowami, które piszesz. Co czujesz kiedy się o tym dowiadujesz?

To jest bardzo przyjemne, kiedy słyszysz, że udało ci się opowiedzieć kawałek swojej historii w taki sposób, że dociera to do innych. Z drugiej strony myślę, że my się tak bardzo od siebie nie różnimy. Jesteśmy podobni w sferze wrażliwości, w odczuwaniu niepokoju, radości, w sytuacjach sercowych. Pisząc teksty piosenek, nie zastanawiam się czy to jest o wszystkich, do wszystkich czy tylko o mnie. Na tym etapie skupiam się tylko, aby w pełni opowiedzieć swoje przeżycia. Czasami staram się oszukać samą siebie i nie pisać o swoich doświadczeniach, ale finalnie i tak piosenka okraszona jest moimi przeżyciami. Lubię obserwować ludzi, lubię patrzeć jak reagują na pewne sprawy w życiu. Lubię różnice, które są pomiędzy nami – kobietami a mężczyznami.

Twoje teksty działają na innych. A Ty jakich autorów sobie cenisz najbardziej?

Oczywiście Agnieszkę Osiecką. Cenię w jej tekstach styl, nieprzemijalność, uniwersalność. Jej piosenki brzmią, jakby były napisane wczoraj i o nas. Z nowych wykonawców bardzo lubię Mikromusic i teksty Natalii Grosiak. Lubię jej typ poezji, który w połączeniu z muzyką jest dla mnie bardzo kojący. Absolutnie porusza mnie też Skubas i Kortez, którzy grają na gitarach i pięknie śpiewają o miłości.

Jestem ciekawa, czy pamiętasz pierwszy tekst piosenki, który napisałaś?

Tekstu nie pamiętam, ale do dziś mam gdzieś na kasecie nagarną pierwszą melodię, którą wymyśliłam. To była muzyka do tekstu piosenki „Open Your Heart” Madonny. Jej płytę kupiłam w księgarni za pieniądze zarobione na myciu samochodu mojego taty. W tamtym czasie kompletnie nie rozumiałam angielskiego, nie mam pojęcia jak udało mi się te teksty odczytać. Ale do jednego z nich napisałam melodię, którą pamiętam do dziś. Podobno Beatlesi mieli taką zasadę, że jeśli pamięta się piosenkę, to powinno się ją nagrać, ponieważ ona na pewno stanie się hitem.

Asiu to na co czekasz?

Ta melodia jest bardzo infantylna. Chyba już do końca pozostanie w szufladzie. Ale to bardzo miłe wspomnienie. Pamiętam też, jak bawiłam się w konkursy piosenkarskie, schowana w swoim pokoju pod kołdrą. Strasznie się tego wstydziłam. Zawsze miałam problem i do tej pory mam, z takim ekshibicjonizmem, z takim staniem na krześle i „no to teraz Asia zaśpiewa”.

Ale na scenie tego nie widać.

Bo już minęło wiele lat, odkąd na niej jestem. Przez ten czas trochę udało mi się ujarzmić panikę przed występami. Zresztą myślę też, że nie o to chodzi. Chodzi o to, że miałam duży problem ze śpiewaniem przed  moimi najbliższymi. Mniej stresuję się, kiedy jestem w otoczeniu ludzi, których w większości nie znam, niż zaśpiewanie w domowych pieleszach.

Butelka koniaku, rocznik Asi, prezent od przyjaciół rodziców. Z jej otwarciem Asia czeka na szczególny moment. A może któregoś dnia otworzy ją tak po prostu.

27

„Le Petit Parisien” zdjęcie z 1952r. aut. Willy Ronis, prezent na 18 urodziny od przyjaciółki.

23 24 25 26 26dwa2
2928dwasypRodzice odradzali Tobie artystyczną drogę?

Nie. Na początku zapewne myśleli, że to tylko hobby, takie dziewczyńskie zainteresowanie. Ale moja konsekwencja w działaniu utwierdziła ich, że to jednak nie przeminie. W mojej rodzinie mieliśmy różne doświadczenia artystyczne. Moja ciotka grała w Teatrze Polskim w Londynie. Kończyła studia teatralne wraz z Bożeną Dykiel, więc wywodzi się z tego fantastycznego pokolenia aktorów, ale ona sama nie zrobiła wielkiej kariery. Jej historia pokazała, że bycie artystą to nie zawsze jest łatwa droga, bywa też pełna niepokoju i frustracji.

A Ty jak na to patrzysz?

Na szczęście mam komfort robienia tego, co lubię. Mam dom, w którym jest ta druga osoba, która też o ten dom dba. Myślę, że gdybym była sama, byłoby wiele takich sytuacji, przez które zrezygnowałabym z tego, co robię i kocham.

Rodzina jest dla Ciebie najważniejsza. Często w życiu artysty, trudno jest pogodzić te dwie sfery – pracę i życie rodzinne.

Myślę, że to jest już taka symbioza we mnie. Umiem pogodzić jedno z drugim. Zresztą nigdy też nie było inaczej. Z powodu mojego wczesnego zamążpójścia, bardzo wcześnie zostałam też mamą mojego syna, który dzisiaj ma już 16 lat. Nigdy nie miałam takiego momentu, że musiałam się zastanawiać, co jest dla mnie ważniejsze. Jeśli mam potrzebę spędzenia dłuższego czasu z rodziną, co mi się zdarza, kiedy wyjeżdżamy gdzieś na dłużej, to nie mam żalu o to, że uciekną mi 1, 2 koncerty. Z kolei kiedy nagrywam płytę, to rodzina też o tym wie i umożliwia mi pracę, dając mi dużą swobodę i przestrzeń.

Bardzo często podróżujesz z rodziną. Jakie miejsca ostatnio Cię zauroczyły?

Portugalia, okolice Sintry, w której spędziliśmy dwa tygodnie we mgle- byliśmy źli na pogodę, teraz wspominam ten wyjazd jako jeden z najciekawszych i wyjątkowych. Kalifornia – zróżnicowana i bardzo ciekawa zarówno pod kątem przyrody, kultury i jedzenia. San Francisco to miasto, do którego mogłabym zawsze wracać.

Twoje podróże połączone są też z pracą nad „Appetit’em”. Skąd pomysł, aby stworzyć taką kompilację piosenek?

Pomysł na Appetit narodził się trzy lata temu. W pewnym momencie gotowanie i muzyka stały się nierozłączne. Kiedy zapraszam moich przyjaciół, bardzo ważnym elementem tych spotkań jest muzyka. Nie tylko wymyślam dania, ale zastanawiam się również, czego będziemy słuchać podczas wieczoru.

Muzyka i jedzenie to takie oczywiste zestawienie, ale nie każdy się nad tym zastanawia.

Muzyka działa na nas emocjonalnie. Albo nas relaksuje, albo nas pobudza. I może nawet o tym nie myślimy, ale ma ona duży wpływ na to, jak nam wystartuje dzień, jeśli oczywiście dopuszczamy ją do siebie. W złych momentach może nas wprowadzić w jeszcze bardziej melancholijny nastrój albo nas z niego wyciągnąć.

Zdecydowanie u mnie króluje muzyka spokojna, dlatego wybór na „Appetit’y” jest taki a nie inny. Krąży wokół muzyki akustycznej i tego, czego sama lubię słuchać. Koresponduje też z tym, co gram z moim Bisquit. Staram się być konsekwentna w wyborze artystów. Teraz pracuję nad kolejną częścią. Chociaż dla mnie to nie jest praca, to sama przyjemność. Już dziś mogę zdradzić, że nowy „Apetit” będzie poświęcony Kalifornii.

34

„Notesy są dla mnie bardzo ważne. Mam zawsze jeden w torebce. Trochę ostatnio się przestawiłam na pisanie w telefonie, ale i tak nie wyobrażam sobie nie mieć takiego notesu papierowego. Nigdy ich nie wyrzucam i siłą rzeczy zostają ze mną wszystkie zapiski, pomysły na różne działania, teksty piosenek, składniki do przepisów. Wszytko tam jest. To bardzo ciekawe uczucie jak się zagląda do nich po latach.”

36

Tykwa – piękny, egzotyczny instrument. Asia zakupiła go w Szwajcarii, w sklepie z instrumentami. Tykwa daje bardzo mocny dźwięk. Czeka na swój debiut podczas koncertów.

30

Wspólne dzieło Asi i jej syna.

31

Obraz autorstwa Asi.

32 33 35
Wróćmy jeszcze na Powiśle.

Powiśle jest cudowne.

Na Twoich oczach się zmieniało.

Tak. Na Powiślu zamieszkałam w 97 roku. Wprowadziłam się do mieszkania na Tamce z widokiem na Akademię Muzyczną. Do samego mieszkania wchodziło się przez balkon, po wojnie większość dużych mieszkań zostało podzielone na mniejsze, stąd to „włoskie” wejście. Na Tamce spędziłam prawie 4 lata. Potem mieszkałam w innych dzielnicach, aby powrócić ponownie na Powiśle.
I faktycznie, kiedy się tam wprowadzaliśmy pod koniec lat 90. niewiele się działo. Nieopodal był pub irlandzki, który mieścił się w dzisiejszym, przepięknie odnowionym budynku Muzeum Chopina. Schodziliśmy tam w momentach krytycznych po papierosy i piwo. I w zasadzie poza tym Irish pubem’em i Barem Syrenka, który istnieje do dziś, nic ciekawego na Tamce nie było. Natomiast to, co teraz dzieje się na Powiślu jest absolutnie fantastyczne! To miejsce rozwija się fenomenalnie. Od kilku lat na każdym kroku otwierają się nowe knajpy, miejsca z ciekawymi inicjatywami. Ostatnio zrobiłam sobie długi spacer po Powiślu i odkryłam kilka nowych miejsc, które pojawiły się w ostatnich miesiącach. Na Powiśle jeżdżę cały czas. Mam tam ulubioną budę z warzywami, chodzę na zakupy do Samu, kupuję ubrania, biegam po parkach powiślańskich, zaglądam do biblioteki. Powiśle cały czas jest w moim sercu.

Warszawa jest Twoim miejscem na ziemi?

Bardzo lubię Warszawę, coraz bardziej. I dziwię się kiedy ktoś mówi o niej, że jest nieprzyjazna, zagoniona, bo jest to na pewno kwestia wyboru stylu życia. Ja nie ganiam po Warszawie, jak już to biegam. Na dziś Warszawa jest moim miejscem, choć nie ukrywam, że marzy mi się kilkuletni wyjazd za granicę.

Brakuje Ci czegoś w życiu?

Wiesz, chyba zaczyna mi brakować takiego stałego miejsca, abym w końcu nie musiała się przeprowadzać. Miejsca, do którego mogłabym w końcu przewieźć moje pianino, które stoi cały czas u mamy. Zaczynam trochę marzyć, aby gdzieś zarzucić taką kotwicę i stamtąd wyskakiwać gdzieś w świat na krócej lub dłużej.

37 38 39

40

Wychodząc z domu, Asia ma wokół siebie pełno kawiarni, jedną z ulubionych, które znajdują się nieopodal mieszkania, jest Green Caffe Nero. Asia często przesiaduje tam z laptopem lub wpada rano po kawę.

——

wywiad i tekst: Magda Bałkowska

foto i film: Maja Musznicka

9 marca 2016


Poprzedni wpis

Następny wpis