Emilia Sitarz

Kamienica, w której mieszka Emilia Sitarz położona jest w sąsiedztwie Kina Iluzjon, starych drzew i malutkich kawiarni na Mokotowie.  Wymarzone miejsce do mieszkania w Warszawie – blisko centrum, wśród zieleni, z dala od szumu ulicy i całej tej pogoni, z którą kojarzy nam się to miasto. Emilka (będę używać zdrobnienia imienia, ponieważ nasza dzisiejsza bohaterka jest moją serdeczną koleżanką) z wykształcenia jest pianistką.  Wraz z Bartkiem Wąsikiem tworzy duet fortepianowy Lutosławski Piano Duo oraz kwartet Kwadrofonik – jeden z najciekawszych zespołów w Polsce.  Gra na fortepianie była  Emilce pisana od dziecka. W domu gry na tym instrumencie uczyły się już jej dwie siostry i jak sama mówi nam w wywiadzie, zainteresowanie pianinem było dla niej bardzo naturalne. Zatem nie dziwi nas, kiedy w jej mieszkaniu najważniejszym przedmiotem jest fortepian, pod który została urządzona cała reszta. W rozmowie z nami Emilka ujawnia nam również swoje inne pasje, te pozamuzyczne, jednak to muzyka  jest w naszej rozmowie tematem przewodnim.

0Jesteś jedyną znaną mi osobą, która kolor mebli w kuchni dobierała pod odcień fortepianu. I muszę  przyznać, że wygląda to tak, jakbyś kupiła fortepian i meble w komplecie.

Fortepian był pierwszym przedmiotem, który stanął w moim mieszkaniu. Kiedy robiłam remont zależało mi na tym, aby instrument nie stał w pomieszczeniu, w którym śpię. Dlatego stoi w pokoju dziennym połączonym z kuchnią. Kiedy wybierałam meble do kuchni, pojechałam do sklepu ze zdjęciem fortepianu i szukałam materiału o najbardziej podobnym do niego odcieniu.

Pochodzisz z Kalisza.

Tak. Mieszkanie na ulicy Widok. Siódme piętro. Czas kiedy nie było domofonów. Krzyczało się z podwórka, aby mama zrzuciła przez okno wieczorem bluzę, albo wołało się dziadka, aby zjechał windą, ponieważ nie umiałam nią sama jeździć. To były cudowne czasy! Mieliśmy mieszkanie wyposażone w projekty meblarskie mojego taty. To były naprawdę doskonałe i innowacyjne rzeczy. Pamiętam, że każdy kąt naszego mieszkania był czymś wypchany. W pewnym momencie w domu stały także dwa pianina, ale jakoś wszystko się mieściło. Kiedy zdałam do liceum, przeprowadziliśmy się do domu jednorodzinnego, w którym mieliśmy więcej przestrzeni.

SONY DSC

„Moja przyjaciółka Marta Węg, malarka, maluje mnie od wielu lat, jestem jej modelką i widnieję na prawie każdym obrazie. Zastanawiam się czasami , kiedy się jej znudzę :). Zamówiłam ten obraz i postawiłam warunek – żadnej Emilki na obrazie. Ostatecznie Emilka wystąpiła w tytule obrazu “Podróż zimowa Emilki”, i jak znam moją drogą przyjaciółkę –  myślę, że jestem schowana za którymś drzewem…”

4

5_1 5 6Jak zaczęła się twoja przygoda z grą na fortepianie?

Moje dwie starsze siostry grały na tym instrumencie i wiadomo było, że ja też będę grać. Można powiedzieć, że początki gry zostały okupione krwią. Kiedy miałam cztery lata, Natalia z Agatką (siostry) zamknęły się w pokoju, gdzie stało pianino i nie chciały mnie tam wpuścić. A ja bardzo chciałam się tam znaleźć i tak mocno pukałam w drzwi, że zbiłam szybę i rozcięłam dłoń, bliznę mam po dziś dzień.

Obrałaś drogę gry w zespole – Lutosławski Piano Duo, Kwadrofonik.

Wiesz, ja nigdy nie chciałam grać solo – to po pierwsze. O stworzeniu duetu też nie myślałam. To Bartek Wąsik namówił mnie do gry w duecie. Poznaliśmy się na studiach. Na drugim roku odbywał się kurs muzyczny z wybitnymi profesorami z Jerozolimy. Bartek namówił mnie na to szkolenie i tak to się zaczęło. Potem okazało się, że mamy dobrą chemię muzyczną. Nasza Pani profesor od kameralistyki, Krystyna Borucińska, powiedziała nam, że mamy się skupić na graniu w duecie, bo to może być nasz pomysł na życie. Jesteśmy jej za to wdzięczni. Do końca studiów graliśmy razem, poza graniem solo oczywiście. Potem pojechaliśmy na studia do Niemiec. To były specjalistyczne studia – duet fortepianowy. Dużo czasu spędzaliśmy na ćwiczeniu.

A ile dziennie poświęca się czasu na ćwiczenia?

Kiedy masz bardzo intensywny czas koncertowy to spędzasz przy instrumencie 6-7 godzin dziennie. W czasach kiedy często jeździliśmy na konkursy, mieliśmy przed każdym z nich dwa tygodnie z  9-godzinnym rytmem codziennych ćwiczeń. Twój dzień wygląda wtedy tak: wstajesz – jesz śniadanie – ćwiczysz – jesz obiad – ćwiczysz – jesz kolację i idziesz spać. Nakładasz na siebie reżim i nie możesz tego planu ćwiczeń zburzyć. Wystarczy, że zabalujesz jedną noc i wypadasz z tego rytmu. To jak przygotowania do olimpiady.

Liczba godzin ćwiczeń zależy też od repertuaru nad którym pracujesz. Zdarzają się takie utwory, że samo rozczytanie nut zajmuje 8 godzin dziennie. Są też takie intensywne utwory, że po 3 godzinach grania nie jesteś w stanie ruszać dłonią.

7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

SONY DSC

Wróćmy jeszcze do początków Lutosławski Piano Duo. Dlaczego nazwisko tego kompozytora zawarliście w nazwie?

Witolda Lutosławskiego obraliśmy na patrona naszego zespołu, ponieważ szukaliśmy nowatorskiego kompozytora z XX wieku. Czuliśmy, że kompozytor z przeszłości, osadziłby nas w tej przeszłości i nie szlibyśmy do przodu, nie interesowalibyśmy się współczesnością. A poza tym Wariacje Lutosławskiego były pierwszym utworem, jaki zagrałam z Bartkiem. Z tym utworem wiąże się śmieszna anegdota. Profesorowie izraelscy, na pierwszej lekcji powiedzieli nam, że tak źle to gramy, że oni nie wiedzą od czego zacząć z nami szkolenie. I przez kilka dni kursu pracowaliśmy właśnie nad tym utworem. I na koncercie zagraliśmy to wspaniale. A potem zapytali nas ile lat gramy razem, i kiedy dowiedzieli się że gramy ze sobą dopiero od kilku dni – byli zszokowani i powiedzieli, że w takim razie gramy te wariacje genialnie od pierwszej lekcji!

A jak wygląda wasza praca nad utworem?

Praca w duecie jest bardzo specyficzna, dlatego że jeśli chcemy, aby duet fortepianowy się rozwijał  i tworzył spójny „organizm”, na każdym etapie musimy pracować z Bartkiem we dwoje. Pracę zaczynamy od wspólnego rozczytywania nut. Siadamy i powolutku analizujemy każdą stronę. Potem rozmawiamy, jak ma to brzmieć. Aby mówić o frazie czy melodii, musisz mieć dobrze opanowany technicznie utwór. Kształtujesz go tak, jak plastelinę, która  na początku jest twarda i ją urabiasz, aż będzie miękka i wtedy możesz z niej coś ulepić. Można to porównać też do obrabiania kamienia. Masz wizję utworu, tak jak rzeźbiarz, który ma bryłę marmuru i wie, co z tego chce mieć, tylko musi tu odłupać, tam odłupać… I ty też to robisz, bo odrzucasz złe granie, walczysz ze swoją ręką, która nie potrafi wszystkiego zagrać, walczysz z językiem kompozytora, bo każdy kompozytor inaczej pisze i do tego też się trzeba przyzwyczaić. I kiedy to wszystko przeskoczysz, możesz myśleć o kształtowaniu utworu. Czasami jest tak, że trzeba coś zrobić inaczej. I znowu porównam naszą pracę do pracy rzeźbiarza. Ale tak jak rzeźbiarz często prowadzony jest przez kamień, bo nagle okazuje się że idzie jakaś żyła i wie, że nie może jej naruszyć, bo rzeźba się rozpadnie i musi to zrobić inaczej. Utwory muzyczne też takie są. Ale dobrzy kompozytorzy cię prowadzą. Są utwory wyjątkowo trudne, ale ty wiesz, że to co jest napisane jest świetne, słyszysz to w głowie. Wystarczy dobrze odczytać nuty, by zrozumieć harmonię, fakturę i wszystko jest zrobione. Ale zdarzają się też są słabsze utwory, którym musisz dorobić ideę.

Emilko, wraz z Bartkiem ćwiczycie w bardzo ciekawym miejscu, w domu Pani Liny.

To jest niesamowite miejsce. Przepiękny dom pełen ludowych rzeźb i obrazów, w którym stoją dwa fortepiany, na których możemy ćwiczyć. Pani Lina i jej już nieżyjący mąż to tacy nasi dobrzy przyjaciele, którzy od wielu lat są prawdziwymi mecenasami sztuki. Kolekcjonują obrazy i wspierają młodych pianistów. To jest dom, w którym potrzebna jest żywa muzyka. To jest niesamowite, tym bardziej, że słuchanie jak ktoś ćwiczy nie jest przyjemne. To nie jest tak, że my przychodzimy i gramy pełne utwory. Potrafimy przez dwie godziny ćwiczyć jedną linijkę. I to jedną linijkę nie Mozarta tylko na przykład trudnego utworu Ligetiego lub Haas’a, gdzie jest ostro i głośno, mówiąc krótko. Ale taka jest żywa muzyka. I Pani Lina to uwielbia, jest naprawdę bardzo szczęśliwa. Ostatnio, kiedy Bartek ćwiczył  utwór Arvo Parta powiedziała coś takiego „No to teraz ja mam przerwę po obiedzie. Jaka jestem szczęśliwa, że mam dom, w którym na żywo mogę słuchać Arvo Parta w tak doskonałym wykonaniu.”

20„Notatki, pamiątki, rysunki i listy od ukochanych siostrzeńców, ulubione kartki pocztowe i Zasada Nieoznaczoności Heisenberga – wg mnie jedna z najważniejszych zasad, która pomaga przejść przez trudne chwile w życiu.”

22„Buty do tanga zamówione w Argentynie. Niewiarygodnie wygodne. Jestem przez nie tak rozpuszczona, że nie umiem chodzić w innych szpilkach. Na lekcje tańca namówiła mnie moja koleżanka Marta, która jest malarką. Pewnego dnia powiedziała: „Moja droga muzo, będę teraz tworzyć cykl obrazów z tangiem i musisz się nauczyć tańczyć tango!” I tym sposobem zaczęłam chodzić na lekcje tanga. Jest to bardzo przyjemny taniec, który wszystkim polecam. Tango polega na improwizacji. Partner wymyśla ruchy partnerce, dzięki czemu taniec jest za każdym razem inny. W tangu nie ma kroków,  polega ono na odbieraniu sygnałów, które swoim ciałem przekazuje tobie partner. Wbrew temu, co widzimy w niektórych filmach, które kreują tango na taniec bardzo erotyczny, to bardzo konserwatywny taniec. Ma swój regulamin postępowania i  porozumiewania się między partnerami wzrokiem.”

23„Szabla była moim wielkim marzeniem. Od zawsze chciałam nauczyć się szermierki. Ale nie  sportowej czy szpady, tylko prawdziwej szabli. I pewnego dnia znalazłam Akademię Broni w Warszawie, gdzie uczono szermierki bojowej według XVIII-wiecznych traktatów. Polska miała najlepszą broń białą w Europie. Na lekcjach szabli czułam się wspaniale! To niezwykła broń. Tnie siłą własnego ciężaru. Naostrzonej szabli nigdy nie wezmę do ręki. Mały niekontrolowany ruch i nie masz dłoni, bo aby uciąć komuś rękę nie musisz brać żadnego zamachu – wystarczy, że opadnie ona na kończynę i zostaje ścięta. Szabla to naprawdę niesamowita, ale i niebezpieczna broń. Uczy niezwykłego refleksu, który teraz wykorzystuję na przykład w sytuacji, kiedy pada deszcz, i nadjeżdża samochód, który chce mnie ochlapać , a ja natychmiast robię parasolką „trzecią zasłonę.”

SONY DSC

25 26

30

31 28 29 „Jest to porcelana z Niemiec, przywieziona od teściów mojej siostry, którzy z kolei odziedziczyli ją po swoich przodkach. Po Drugiej Wojnie Światowej w Niemczech zbierało się ostatnie egzemplarze z porcelanowych zestawów. Uwielbiam takie rzeczy.”

32 33„Od wielu lat zbieram zakładki do książek, kiedy zwiedzam muzea, zawsze kupuję je w sklepach muzealnych, często mi giną, znajduję je po latach w różnych książkach, ale biorąc pod uwagę, że czytam kilka książek naraz zawsze na bieżąco wykorzystuję kilka z nich. Dlatego ciągle uzupełniam zapasy.”

34Od 10 lat współtworzysz zespół Kwadrofonik, kwartet który tworzy dwoje pianistów i dwoje perkusistów. Chwilę po tym jak założyliście zespół pojawił się pierwszy wielki sukces – wygrana na festiwalu Nowa Tradycja. Skąd pomysł na granie muzyki folk?

Tuż po skończeniu przez nas studiów, Bartek zapytał mnie, Madzię i Miłosza czy chcielibyśmy grać folk. Ja wcześniej w życiu nie słyszałam ani jednego utworu folkowego. Bartek powiedział, że jest taki konkurs Nowa Tradycja i może wzięlibyśmy w nim udział. W ciągu trzech tygodni wymyśliliśmy utwory i wygraliśmy ten konkurs. Jednym z najpiękniejszych momentów jakie przeżyłam w Kwadrofoniku, były brawa po przesłuchaniach konkursowych. Pojechaliśmy tam jako odszczepieńcy. Byliśmy chyba pierwszym zespołem, który tam zagrał na klasycznych instrumentach. Wychodząc na scenę powiedzieliśmy sobie „Nie załamujmy się, kiedy po pierwszym utworze nie będzie braw.” I po tym pierwszym utworze, zerwała się burza braw. Po takiej owacji inaczej grasz już kolejny utwór, bo wiesz, że jesteś przyjęty i zaakceptowany. I już nie jest ważne czy dostaniesz nagrodę czy nie, bo największa nagroda została przyznana – owacje i akceptacja słuchaczy. To było cudowne uczucie.

Chwilę temu, na Nowej Tradycji otrzymaliście Folkowy Fonogram Roku 2015 za płytę Requiem Ludowe, którą nagraliście razem z Adamem Strugiem. Opowiedz proszę trochę o pracy nad tym albumem.

Chcieliśmy stworzyć dużą formę muzyczną, która czerpać będzie z muzyki tradycyjnej. Tą potrzebę nosiliśmy w sobie przez wiele lat. Okazja do zrealizowania naszego wieloletniego marzenia pojawiła się w Roku Oskara Kolberga. Małgorzata Małaszko (dyrektor Programu Drugiego Poskiego Radia) zapytała czy nie mielibyśmy jakiegoś dużego projektu ludowego. Pojawił się bodziec do działania i zrobiliśmy to. Z czasów nagrywania Requiem mam w domu białą szałwię, która okadzaliśmy naszą pracownię i odganialiśmy złe duchy. Zakup białej szałwii polecił nam Bartka znajomy. Podobno kiedy zajmujesz się tematem śmierci wokół zaczynają krążyć duchy umarłych osób.

Oderwijmy się zatem od Requiem. Jestem ciekawa czy zdarza ci się słuchać muzyki popularnej, np. z radia?

Bardzo mało. Nie mam czegoś takiego, że w tle, w domu leci muzyczka. Mam tak, że staram się słuchać muzyki ze skupieniem. Czasami sama szukam interesujących wykonawców, czasami znajomi  mi coś ciekawego polecą. Słucham też edukacyjnie, aby poznawać. Czasami oczywiście słucham tego co znam, bo mam na to ochotę. Jest jeszcze opcja, że gram sobie coś, co chciałabym usłyszeć i to nie są utwory, które gram na scenie. To często wynika z tego, że mam potrzebę fizycznego kontaktu z fortepianem i do tego idealnie nadają się moje ukochane utwory Bacha i Haydna. Bardzo trudno jest to wytłumaczyć – bo jest to słuchanie, ale jednocześnie swego rodzaju bycie wewnątrz utworu, grasz ten utwór tak, jakbyś chciała go usłyszeć. Możesz sobie wybrać tempo, głośność, a finalnie zaspokoić swoje potrzeby jako odbiorca i wykonawca. Ja generalnie grając na fortepianie, zaspokajam własne, muzyczne potrzeby. I to mi wystarcza też jako “słuchanie”, trzeba też pamiętać o tym, że muzyk słyszy muzykę cały czas: w głowie krążą ukochane utwory, czasami zapętlają się i nie chcą odejść. Ale też otaczającą mnie rzeczywistość odbieram dźwiękowo – to też jest dla mnie muzyka, każdy odgłos, szum wiatru, padający deszcz czy nawet wirująca pralka 🙂 Muzyka nie jest moją potrzebą czy hobby, jest rzeczywistością w jakiej żyję, jest tak naturalna jak oddech.

wywiad i tekst: Magda Bałkowska
zdjęcia: Maja Musznicka

30 maja 2016


Poprzedni wpis

Następny wpis