Eryk Matuszkiewicz

Nie znałyśmy się z Erykiem wcześniej. Dostałyśmy kontakt do niego od znajomych -znajomych z informacją, że ma ciekawe miszkanie, i że chętnie pokaże nam swoje cztery kąty. Tym razem czekało nas podwójne zaskoczenie, ponieważ nie wiedziałyśmy, jak mieszka i czym dokładnie zajmuje się na co dzień nasz bohater.

Tradycyjnie już w niedzielę, punkt jedenasta, stałyśmy pod kamienicą, w której mieszka Eryk i uparcie szukałyśmy wejścia. Po telefonie do Eryka i kilku minutach dalszego szukania, w końcu trafiłyśmy na właściwe drzwi. Zadowolone weszłyśmy do klatki schodowej i z marszu ruszyłyśmy na górę. Na ostatnim piętrze (piątym piętrze!), na które dotarłyśmy schodami, omijając windę, okazało się, że nigdzie nie ma numeru mieszkania, pod którym mieszka Eryk. Nigdzie! Nie zdążyłyśmy wykonać kolejnego telefonu, kiedy usłyszałyśmy, że w naszą stronę idzie nasz dzisiejszy bohater. Z uśmiechem na twarzy i bez zdziwienia, że pobłądziłyśmy, (bo podobno zdarza się to niemal każdemu, kto jest u niego pierwszy raz), zaprosił nas do siebie. Okazało się, że trzeba wyjść po prostu na podwórze, aby trafić do niego.

Kiedy w końcu, z dosyć sporym już spóźnieniem, przekroczyłyśmy próg mieszkania przywitały nas dźwięki muzyki zespołu Beirut, które tak pięknie komponowały się z wiosennym słońcem, które rozgościło się w mieszkaniu Eryka. Obydwie pomyślałyśmy, ze znowu szczęśliwie trafiłyśmy na wnętrze z pomysłem. Obrazy na ścianach i regały z książkami tylko dopełniały tą niepowtarzalną atmosferę, jaką tworzyła muzyka i słońce. No i uśmiech naszego bohatera, którym zaraził nas tego dnia, a cała rozmowa przerywana była serdecznym śmiechem. To było miłe spotkanie, podczas którego Eryk opowiedział nam czym się zajmuje, co robi w wolnych od pracy chwilach, jak znalazł swoje mieszkanie i jak wyglądało jego urządzanie.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Jestem lekarzem. Praktycznie cały dzień spędzam poza domem: praca w szpitalu, przychodni i pogotowiu ratunkowym zajmuje mój czas. Ale nie narzekam, ponieważ bardzo lubię to, co robię. Czasami zdarzają się takie chwile jak te, że można wziąć oddech i zrobić coś zupełnie innego.

A jaka jest twoja specjalizacja?

Jestem internistą, a od pewnego czasu pracuję także na oddziale toksykologii klinicznej i ostrych zatruć.

Brzmi ciekawie.

Praca na toksykologii to zupełny przypadek. Zapytałem moją koleżankę, czy nie potrzebują kogoś do pracy na oddziale, na co ona, że tak i że jeśli chcę to mam przyjść. Patrząc na swoją drogę życiową, jaką już przebyłem, to trochę wszystko działo się z przypadku. Ale to bardzo dobre zrządzenia losu.

Urodziłeś się w Poznaniu?

Nie. Do Poznania przyjechałem na studia. W tym roku mija 21 lat jak tu mieszkam. Pochodzę z Kalisza. Do dziś mieszkają tam moi rodzice. Bardzo chętnie wracam do tego miasta. Życie toczy się tam trochę wolniej. Jadę tam żeby odpocząć, przystopować, spotkać się ze starymi znajomymi. Bardzo fajnie jest wracać do takich swoich miejsc.

A gdzie jeszcze spędzasz czas poza szpitalem? Masz swoje ulubione miejsca w Poznaniu?

Pewnie nie będę oryginalny w stwierdzeniu, że miejsca i ich atmosferę tworzą ludzie. Mam takich kilka w Starym Browarze, które uwielbiam i w których czuje się bardzo dobrze.
Lubię też chodzić do kina, wybieram te studyjne: Apollo, Rialto czy Muza. Cenię sobie w nich repertuar, który jest inny od tego w kinach sieciowych.

Pierwsza rzecz, jaka przykuwa uwagę, kiedy się wejdzie do Ciebie, to regały z książkami.

Bardzo lubię czytać. Nie zawsze mam tyle czasu, ile bym chciał. Chętnie kupuję książki, nawet gdy nie czytam ich od razu. Ale na pewno jest to coś, co wypełnia mój wolny czas.

Twoje mieszkanie położone jest w okolicy Starego Rynku. Długo szukałeś?

Znalazłem to mieszkanie przez przypadek. Zawsze moim marzeniem było zamieszkać w kamienicy. Wcześniej mieszkałem w bloku z wielkiej płyty i kiedy zaczęło mi być tam za ciasno, stwierdziłem że pora poszukać czegoś nowego i tak trafiłem na to mieszkanie. Kamienica jest odnowiona od podstaw. Po starym budynku została tylko fasada. A o lepszej okolicy chyba nie mogłem marzyć – blisko Rynku i Warty. Z dala jednak od szumu i gwaru ulicy.

A jak wyglądało urządzanie wnętrza?

Pomyślałem sobie, że skoro mieszkanie znajduje się w starej kamienicy, to muszą pojawić się w nim na pewno stare meble i drewniana podłoga. Bardzo chciałem, aby we wnęce w korytarzu stanęła stara szafa. To od niej zacząłem poszukiwania mebli i urządzanie całego wnętrza. Któregoś dnia, będąc u pacjenta na wizycie, trafiłem na sklep z antykami. Zajrzałem tam z ciekawości i to był strzał w dziesiątkę! Znalazłem tam idealną szafę do przedpokoju. Potem stół, krzesła, stolik kawowy, druga szafa, umeblowałem prawie całe mieszkanie przedmiotami stamtąd. Okazało się jeszcze, że właściciel sam zajmuje się renowacją i tworzy meble. Regały na ksiązki to jego dzieło.

Czyli kolejny raz w twoim życiu przypadek odegrał znaczącą rolę.

Tak, kolejny raz.

wywiad i tekst: Magda Bałkowska

foto: Maja Musznicka

4 maja 2015


Poprzedni wpis

Następny wpis