Gosia Kuzdra

Św. Marcin 30 w Poznaniu – to tam zaczyna się nasza podróż, w którą Was dzisiaj zabieramy. Lubiącym oglądać ciekawe filmy adres jest bardzo dobrze znany, pod nim bowiem od ponad stu lat działa Kino Muza. Jeszcze przed pierwszym seansem w sobotę rano, umawiamy się z naszą bohaterką, Gosią Kuzdrą, która pokazuje nam to miejsce i opowiada, jak zaczęła się jej przygoda z kinem. Gosia od ośmiu lat kieruje “Muzą” i sprawia, że jest to jedno z ciekawszych miejsc na kulturalnej mapie Poznania. Współzałożycielka stowarzyszenia No Women No Art i pomysłodawczyń Festiwalu No Women No Art, o sobie mówi kiniara. Założycielka GoTo Films – firmy dystrybucyjnej, która powstała za sprawą filmu Blue Highway i z miłości do kina właśnie, bo to ono wypełnia prawie cały Gosi czas. W ubiegłym roku zasiadała w jury Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Locarno, w tym na Berlinale. Festiwale filmowe to również czas, kiedy Gosia stara się obejrzeć jak najwięcej filmów, aby te najciekawsze przywieźć ze sobą do Poznania. To co, idziemy dziś wspólnie do kina!

Pamiętasz ten moment, kiedy zakochałaś się w kinie?

Było to podczas festiwalu Nowe Horyzonty, w czasie gdy odbywał się on jeszcze w Cieszynie.

Czyli mniej więcej dziesięć lat temu?

Tak, moja miłość do kina narodziła się dosyć późno. Kiedy przyjechałam do Poznania na studia, poznałam Anię Śliwińską, która obecnie jest doktorką w Katedrze Filmu i Telewizji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To dzięki niej zaczęłam częściej chodzić do kina i pojechałam na festiwal Nowe Horyzonty, który okazał się tym przełomowym momentem.
Na Nowych Horyzontach poczułam, że kino jest szersze, większe i ciekawsze, niż wydawało mi się dotychczas. Pierwszy raz w życiu tak bardzo zachwyciłam się kinem. Filmy, które tam zobaczyłam, tak mi zawróciły w głowie, że postanowiłam zdawać na filmoznawstwo i zacząć w moim życiu robić coś w tym kierunku.

I tak zrobiłaś.

Tak, chociaż w momencie, kiedy dostałam pracę w kinie Muza, studia filmoznawcze poszły w odstawkę.

A jak zaczęła się twoja przygoda z poznańską Muzą?

Muza spadła mi z nieba! Kończyłam właśnie studiować filozofię i komunikacje społeczną. Praktycznie cały okres nauki spędziłam bardzo intensywnie, pracując przy festiwalu Ale Kino oraz w szkole językowe. Kiedy zostało mi ostanie pół roku studiów, próbowałam nic nie robić, tylko studiować, ale po tygodniu mi się znudziło i wysłałam CV do Romana Gutka, dla którego bardzo chciałam pracować.
Okazało się, że w tym dniu, w którym otrzymał ode mnie wiadomość, był akurat w Poznaniu i podjął decyzję o prowadzeniu kina Muza.

Niesamowite zrządzenie losu.

Dokładnie. No i zaczął się proces rekrutacyjny, który polegał na długich rozmowach z Panem Romanem o filmie i życiu. Potem zostałam zaproszona do Warszawy, gdzie miałam przywieźć ze sobą „coś”.

I co to było?

To były pomysły na hasła reklamowe Muzy. Miedzy innymi „Wiemy co gramy”, które zostało wtedy wybrane i jest hasłem kina do dziś. Pamiętam, że zrobiłam także ankietę wśród znajomych z filmoznawstwa, próbującą zbadać widza kinowego. Moje pomysły zostały kupione i zostałam przyjęta. Przeszłam dwudniowe szkolenie w Muranowie, jak się prowadzi kino i rozpoczęłam pracę w Muzie.

Zostałaś rzucona na głęboką wodę.

Trochę tak. Na szczęście w kinie była Ania Litewka, która pracowała tu wcześniej i z jej wiedzy i doświadczenia mogłam na co dzień korzystać. Wizyjnie i koncepcyjnie byłam nieustannie w kontakcie z Warszawą. Pomogło mi też moje wcześniejsze doświadczenie.

Jak wygląda taki dzień pracy w kinie?

Wszystko zależy od tego, jaki to jest dzień tygodnia. Jest to bardzo usystematyzowana praca.
Poniedziałek i piątek to dni raportowania.
Wtorek to dzień, w którym wysyłamy repertuar, jaki tworzymy na nowy tydzień, który w kinie zaczyna się od piątku. Ustalamy liczbę filmów i o jakich godzinach będą wyświetlane. Premiery, nasze cykle i eventy – to wszystko musimy tak poskładać, aby zmieścić wszystko na jednej sali.
Praca w kinie to przede wszystkim kontakt z dystrybutorem. Rozmawiamy o tym, jakie filmy chcemy grać, umawiamy premiery, ustalamy warunki na jakim nośniku film jest dostarczany, ile seansów zostanie zorganizowanych. A wygląda to różnie, ponieważ największe tytuły mają wymagania, aby grać wyłącznie tylko ten film przez dwa tygodnie. Tych hitów nie gramy ponieważ, po pierwsze nie chcemy sobie zamykać repertuaru na tak długi czas, a po drugie ze względów ideowych.

A jak wybierane są filmy, które gracie?

Część filmów, które pojawiają się u nas w kinie, widzę wcześniej na rożnych festiwalach. Większość jednak wybierana jest na podstawie przesyłanych przez dystrybutora trailerów. Przy wyborze filmów kierujemy się wizją, jaką mamy na kino Muza, własnymi odczuciami i gustem.

Kilka razy padło słowo dystrybutor, nie mogę zatem nie zapytać o twoją przygodę z dystrybucją filmu Blue Highway.

Blue Highway to jeden z najważniejszych filmów w moim życiu, choć może nie jest to koniecznie najwybitniejsze kino. Zobaczyłam go dwa lata temu na American Film Festival we Wrocławiu. Klimat filmu, to że tak niewiele się w nim dzieje, sprawił, że absolutnie się nim zachwyciłam. Chciałam pokazać go swoim przyjaciołom i znajomym. Po pokazie rozmawiałam z reżyserem Kylem Smithem, któremu powiedziałam, że bardzo chciałabym pokazać Blue Highway w swoim kinie. W drodze do Poznania napisałam do niego maila, że w sumie to ja chciałabym dostać ten film do dystrybucji i że jeśli on chce, to jestem gotowa założyć firmę, aby wprowadzić jego film do dystrybucji w Polsce. Tomek, mój mąż, który jest bardziej szalony niż ja powiedział: rób to!

I powstał Go To Films.

Wyciągnęliśmy wszystkie oszczędności z banku i zaczęłam działać. Anka Przygocka, z którą miałam okazję pracować przy festiwalu No Women No Art, zgodziła się zająć promocją i pomóc mi w tym szalonym pomyśle. Wiedziałam, że jako kiniara, znająca kilku kiniarzy, będę miała łatwiej, niż ktoś zupełnie nowy w tej branży. I faktycznie, parę osób zagrało film na zasadzie „No dobra Gosia wezmę Ci to. Będzie to chociaż miało plakaty?”

Warto było spróbować?

Dystrybucja „Blue Highway” to było fajne doświadczenie, które pozwoliło mi szerzej spojrzeć na rynek. Przekonałam się jaka to jest trudna praca i jaka wielka odpowiedzialność przy tworzeniu komunikacji filmu, aby była ona zarazem atrakcyjna, ale też nie zakłamywała treści filmu.

wywiad i tekst: Magda Bałkowska

foto: Maja Musznicka

31 maja 2015


Poprzedni wpis

Następny wpis