Jerzy Woźniak

Mawia się, że szewc bez butów chodzi. Patrząc na to wnętrze, myślę jednak, że to stare przysłowie nie dotyczy architektów, a na pewno nie domu naszego bohatera. Przestrzeń, którą nasz rozmówca z racji swojego zawodu sam zaprojektował dla swojej rodziny, jest funkcjonalna i pełna naturalnych surowców.
Jerzy Woźniak, którego dziś odwiedzamy, od ośmiu lat tworzy wraz z Pawłem Garusem pracownię architektoniczną mode:lina. Od początku duet ten tworzy zgodnie z filozofią, że forma jest wynikiem ludzkich zachowań. Ich projekty zachwycają pomysłowością, świeżością i funkcjonalnością. Długa lista nagród i publikacji w magazynach i na portalach architektonicznych, pokazuje, że nie tylko nas.
Naszą rozmowę zaczynamy od historii lampy, która wisi nad stołem w jadalni. Mieszkanie pełne jest ciekawego dizajnu, pamiątek rodzinnych i mebli z duszą. Jak podkreśla Jerzy, o ten wymiar mieszkania, zadbała jego żona Ania. Stoimy w kuchni, pijemy zieloną herbatę i z ciekawością słuchamy opowieści o Poznaniu, w którym Jerzy się urodził, o projektach i o początkach mode:lina. W końcu w kuchni rozmawia się najlepiej. 🙂

Od urodzenia mieszkasz w Poznaniu. Zapewne dostrzegasz zachodzące w mieście zmiany?

Patrząc przez pryzmat tego czym się zajmuję,  trudno ich nie zauważyć. Mam wrażenie, że od momentu, kiedy 8 lat temu wróciłem z Holandii i i założyliśmy z Pawłem pracownię mode:lina, cały czas widać niesamowity wzrost świadomości projektowej. Ludzie zaczynają doceniać to, jak mieszkają i w jakich warunkach. Zaczynają zwracać uwagę, w jakich przestrzeniach spędzają wolny czas. Już nie tylko istotne jest dobre jedzenie, ale wnętrze restauracji również musi dobrze wyglądać. Internet i podróżowanie buduje w nas dużą świadomość. Coraz więcej oczekujemy i wymagamy.

W Poznaniu dużo dzieje się oddolnie. Gdyby było dobre wsparcie z góry, więcej funduszy, niższe koszty prowadzenia biznesu, mogłoby się dziać jeszcze więcej i lepiej. Bo gdy jest dużo miejsc, w których spotykają się ludzie, miasto bardziej żyje. Świetnym przykładem na wspieranie przedsiębiorców, jest sąsiadujący z nami Berlin. Opłaca się tam mieć mini księgarnię czy kawiarnię. Gdyby wprowadzić w Polsce więcej udogodnień dla takich mikro firm, działoby się na pewno więcej i zmiany zachodziłyby jeszcze szybciej.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z projektowaniem?

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłem twórczo spędzać czas. Rysowałem, szkicowałem, sklejałem modele. Kiedy byłem w liceum, myślałem bardziej o informatyce, jako o przyszłym kierunku studiów. Ale brakowało mi w niej pierwiastka twórczego. Stąd wybór padł na architekturę, która łączyła w sobie elementy techniczne i artystyczne. Moja mama, która od 20 lat pracuje dla Ikea, też miała duży wpływ na to co dzisiaj robię. Zaszczepiła we mnie myślenie o projektowaniu, przemycała skandynawskie inspiracje, które wyrobiły we mnie wrażliwość między innymi na funkcjonalność.

mode:lina powstała, jeszcze jak ty i Paweł byliście na studiach. Bardzo wcześnie. Jak to wszystko się zadziało?

Kiedy byłem na trzecim roku studiów, wyjechałam na semestr zimowy, na Erasmusa do Holandii. Tak bardzo spodobało mi się tam życie, że postanowiłem zrobić sobie przerwę w studiowaniu i zostać tam dłużej. Udało mi się zahaczyć w pracowni, której szef nie tylko robił świetne projekty, ale był także wykładowcą, co w pracy przekładało się na to, że dużo mówił co robi i dlaczego. Był swego rodzaju mentorem. Po miesiącu od mojego pojawienia się, biuro dostało bardzo duży projekt i potrzebna była kolejna osoba do pracy. Zaproponowałem Pawła. W Holandii zostaliśmy rok. Dzięki temu, że pracowaliśmy w niewielkiej pracowni, byliśmy traktowani jak pełnoprawni pracownicy, a nie stażyści. Dostaliśmy tam potężny wiatr w żagle. Wracając do Polski na czwarty rok studiów, nie chcieliśmy zmarnować tej energii. Postanowiliśmy wykorzystać moment bez zobowiązań i ciśnienia, jakim jest czas studiów i otworzyć wspólnie biuro. I chyba rzeczywiście kosmos tak działa, że kiedy podejmujesz jakąś decyzję, wszystko zaczyna się układać w jedną całość. Pierwsze lata oczywiście nie były łatwe. Rozkręcaliśmy  się i dużo inwestowaliśmy. Od początku nasze założenie było takie, że robimy rzeczy, z których będziemy dumni. Bardzo nam zależało, aby osoby, które do nas przychodzą, rozumiały naszą estetykę i sposób widzenia, i z tych powodów wybierały nasze biuro.

Jak wygląda twój tryb pracy?

Od początku istnienia mode:lina nic się nie zmieniło. Z Pawłem  pracę zaczynamy o 7:15. Mamy wrażenie, że od rana jesteśmy najbardziej efektywni. Po ośmiu godzinach mózg przestaje pracować, więc jeśli nie ma potrzeby, nie siedzimy w biurze dłużej. Przyjęliśmy taki tryb, że pracujemy jak najefektywniej w krótkim czasie. Potem najlepiej się od tego odłączyć. Zauważyłem, że najlepsze pomysły wpadają mi do głowy, kiedy bawię się z dziećmi, siedzę w ogrodzie. Jeśli chodzi o pracę przy samych projektach, to zazwyczaj staramy się nie projektować rzeczy powołując się na coś, co jest modne lub ładne. Fajnie jest znaleźć coś, dzięki czemu można opowiedzieć historię, aby sama estetyka nie była argumentem. Nie jesteśmy architektami, którzy mówią: “Słuchajcie, macie tu czerwony pokój.  Ja jestem architektem i ja wam mówię, że to jest super.” Rozmawiamy, chcemy poznać człowieka, firmę dla której mamy stworzyć projekt. Jesteśmy ciekawi z czego są dumni, o czym marzą.

Czytałam, że zadajecie swoim klientom zadania domowe.

To jest bardzo ważne, aby dowiedzieć się jak najwięcej o osobie, dla której się projektuje. Często ludziom się wydaje, że to co robią jest nudne i nie ma o czym mówić. Ale w takich drobiazgach drzemią zalążki pomysłów, które potem można przełożyć na całość. I nagle okazuje się, że ta osoba jest bardzo związana z zaprojektowanym miejscem, bo to jest przecież fragment jej opowieści. Oczywiście, zdarza nam się nie trafić z zaproponowanym pomysłem, ale wtedy wracamy do pytania: “To w takim razie co z twojej osobowości wyciągnąć, aby przełożyć to na bryłę, wystrój.”

Często w biurze wspólnie skupiamy się nad danym projektem. Siadamy, gasimy światło, włączamy rzutnik i rozmawiamy. Wymieniamy się wrażeniami, dyskutujemy co się komu podoba, co można by zmienić. Zauważyliśmy bowiem, że dochodzimy często do takiego momentu, gdzie sami patrząc na jeden koncept, nie widzimy już innych rozwiązań. Za bardzo się zapędzam w jakiś jeden kierunek, a osoby postronne mogą zauważyć coś zupełnie innego. Staramy się regularnie robić takie wymiany myśli, aby poszczególne projekty omówić ze wszystkimi. Pomaga  to zweryfikować, czy nadal trzymamy się konceptu, czy nadal historia, którą chcemy opowiedzieć jest spójna, czy trzeba coś jeszcze zmienić.

Jak zatem powstał nagrodzony projekt wnętrza biura Opera Software?

To bardzo fajna historia i projekt. Dowodzi paru rzeczy i z tego jesteśmy zadowoleni. Bo nagroda to nagroda – dobrze wygląda na półce i w oczach wszystkich na około. Dla nas to ważna informacja, że to co założyliśmy sobie na początku się sprawdza. A przygoda z tym projektem zaczęła się od tego, że dostaliśmy maila o tytule: “Chcemy mieć najlepsze biuro na świecie!” Pierwsza nasza myśl była taka, że ktoś sobie robi żart. Ale widzimy, że nadawcą jest Opera Software, duża firma informatyczna. W dodatku pisze to tak, jakby wiedziała, że chce z nami pracować. Opera jest firmą skandynawską, także stara się nie być typową korporacją, tylko dba o to, aby pracownicy mieli jak najlepsze warunki do pracy. Na biuro we Wrocławiu wynajęła prestiżowy lokal w kamienicy, która mieści się naprzeciwko Opery Wrocławskiej. Bardzo chcieli, aby ze względu na duże okna, wnętrze biura nie przypomniało zachodniej korporacji, tylko było przyjazne, aby mieszkańcy okolicznych domów mogli powiedzieć, że super mieć takich sąsiadów. Po paru próbach, udało nam się dojść do pomysłu, przy którym połączyliśmy ich upodobania loftowe z inspiracjami prosto z miasta. Wykorzystaliśmy fakt, że Wrocław jest miastem stu mostów. Motyw mostowy jest przewodnim elementem w biurze. Wydziela przestrzenie między sobą, korytarze. Posadzka wygląda trochę jak wyspy wrocławskie. Dodatkowo aneksy kuchenne nawiązują do ikon wrocławskiej architektury. Projektując sale konferencyjne pełne nawiązań do komputerów i części komputerowych, zrobiliśmy ukłon w stronę osób, które tam pracują, czyli informatyków. No i rzeczywiście potwierdzeniem stała się nagroda Finest Interior Award 2016 w kategorii na najlepiej zaprojektowane biuro. Z właścicielami Opera Software śmialiśmy się, że wysłali wiadomość, że chcą mieć najlepsze biuro na świecie i zadanie zostało wykonane.

Od strony jadalni, wyspa kuchenna jest przechowalnią na zabawki. W weekend bowiem parter domu zamienia się w plac zabaw dla dzieci.

 A w szafkach takie cuda! Oldschoolowe gry, które pamiętają dzieciństwo rodziców, dziś cieszą następne pokolenie.

Porozmawiajmy o wnętrzach sklepów, których projektowanie stało się waszą domeną. Przed jakimi wyzwaniami wtedy stoicie? Sklepy, które zaprojektowaliście bardzo przyciągają uwagę i chyba o to chodzi?

Tu nic się nie zmienia. Tak samo, jak przy projektowaniu innych wnętrz, zadajemy pytanie, co jest dla danej marki istotne. Dodatkowo pojawia się pytanie jaki jest produkt, w jaki sposób trzeba go sprzedać i wyeksponować. Te wszystkie drobiazgi składają się na całość. Tu również staramy się unikać decyzji, na zasadzie “to będzie fajnie wyglądało”. Dążymy do tego, aby przekuć wystrój w coś, z czym się marka kojarzy – nawiązać do nazwy, tego co sprzedaje. Bardzo ważnym elementem jest to aby nie zakrzyczeć produktu.

Potraficie mistrzowsko z  produktu wyciągnąć taki pomysł, który staje się przewodnim elementem. To jest niby proste, ale takie najłatwiejsze rozwiązania są zazwyczaj najtrudniejsze.

To wymaga dużo pracy, aby pomysł finalnie wyglądał na bardzo prosty. W projektantach jest taka tendencja, aby pokazać swoją pracę. Ale przy sklepach, warto zrobić krok w tył, aby to produkt grał pierwsze skrzypce, a reszta była uzupełnieniem. Tak na przykład jest w sklepie Run Colors. Ze względu na rodzaj produktu i budżet, trzeba było zrobić tylko taki dodatek.

Który robi kolosalne wrażenie.

Cieszę się, że robi takie wrażenie, bo pomysł wydawał się tak prosty, że aż banalny. Ale w zestawieniu z super produktem, ostatecznie wyszedł efekt, z którego, jesteśmy zadowoleni.

Chciałabym porozmawiać jeszcze o wnętrzu twojego domu, które również projektowałeś.

Ania czy to ja projektowałem? (Jerzy zwraca się do swojej żony, śmiejąc się.) Oczywiście na etapie budowy, sporo tu zaprojektowałem. Ale jeśli chodzi o sferę dodatków, to jest tu duży wkład Ani. Dom zastaliśmy w stanie surowym i dla mnie od razu było jasne, że schody zostawię betonowe. Zależało nam bardzo, aby mieć otwartą przestrzeń z jasno wydzieloną kuchnią, jadalnią i częścią wypoczynku. Wiedzieliśmy, że dodatki z czasem będą się zmieniać, dlatego postawiliśmy na neutralną bazę. Ogród to jest kolejny pokój naszego domu. Jak tylko zaczynają się ciepłe dni, spędzamy w nim bardzo dużo czasu. Latem placem zabaw dla naszych dzieci staje się zamknięta ulica przed domem. Wszyscy sąsiedzi wprowadzili się tu w tym samym czasie. Tworzymy wspólnie zgraną społeczność. W letnie wieczory wystawiamy przed dom stół i wspólnie spędzamy czas. O wzorowym sąsiedztwie była moja praca magisterska i jestem pod wrażeniem, że mnie takie sąsiedztwo  spotkało.

Duży stół przy którym toczy się życie rodzinne. Jest to miejsce do pracy,  zabawy dla dzieci,miejsce  przy którym je się posiłki i spotyka z przyjaciółmi.

Lampa pełna wspomnień z dzieciństwa. Gałąź, z której została wykonana, przywieziona jest z Sierakowa, w którym Jerzy spędzał każde wakacje, będąc dzieckiem.

Wywiad i tekst: Magda Bałkowska
Zdjęcia: Maja Musznicka 

24 maja 2017


Poprzedni wpis

Następny wpis