Karina Olejniczak

Po przekroczeniu progu mieszkania Kariny, odjęło nam mowę. Jedyne co potrafiłyśmy wymówić, to „jak tu pięknie!”. Powtarzałyśmy to dziesiątki razy, podążając za właścicielką w głąb mieszkania i odkrywając kolejne, tonące w bieli zakamarki. Mieszkanie Kariny, współwłaścicielki Kafka Concept, o którym więcej na Milk & Sun pisałyśmy tu, jest po prostu cudowne. Białe ściany, podłogi i meble tworzą zapierającą dech w piersiach całość. Do tego błękit drzwi, który ciekawie przełamuje biel wokół. Z mieszkania Kariny mogłybyśmy długo nie wychodzić, tylko zatopić się w miękkiej kanapie z ciekawą książką. Do tego to położenie w kamienicy. I dwa balkony! Czy potrzeba czegoś więcej do życia w mieście? Karina starała się w swoim szczeciński mieszkaniu zachować jak najwięcej starych elementów. Odnowiła drzwi. Odkryła spod paneli piękną drewnianą podłogę. W kuchni wydobyła spod tynku ceglastą ścianę, która ociepliła wnętrze. Wszystko zrobione z szacunkiem dla tego, jak pierwotnie to mieszkanie wyglądało.

Czym jest dla Ciebie dom?

Dom to dla mnie najważniejszy zakątek na świecie. Niektórzy szukają świata wyjeżdżając gdzieś daleko, ja mój cały świat odnajduję w moim domu. Jest to dla mnie ukochana przestrzeń, którą lubię pielęgnować. Dbam o nią i ją dopieszczam. Tak, zdecydowanie jestem typem domatora. Cenię sobie to, że wchodząc do domu zamykam drzwi i zostawiam za nimi wszystkie inne sprawy. Dom to moja świątynia i ostoja, w której czuję się najlepiej. Kocham go takim jaki on dziś jest. Może kiedyś wiatr wywieje mnie gdzieś w inne miejsce, wiem jednak, że też będzie mi tam dobrze, ponieważ otaczam się przestrzenią dobrą dla mnie.

Przestrzenią, którą tworzą bliscy Ci ludzie.

Ludzie są bardzo ważni w moim życiu. Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę i taką mam. Jesteśmy razem i tak nam jest dobrze. I czy będziemy tu, czy gdzie indziej, jestem pewna, że zawsze stworzymy dla siebie idealny kąt. Bo nam jest ze sobą dobrze, a dom to taka rama, która nas oprawia.

 

Jak lubicie wspólnie spędzać czas? Maciej swoje ulubione rodzinne rytuały?

Uwielbiamy razem siedzieć w kuchni, wspólnie gotować i jeść wszystkie posiłki. Mój mąż świetnie gotuje i cały czas się rozwija w tej materii. Więc w kuchni dużo się dzieje i spędzamy w niej mnóstwo czasu. Często do wspólnego gotowania zapraszamy też naszych przyjaciół. Kuchnia to zdecydowanie nasze ulubione miejsce w domu, a nasz stół kuchenny nasiąknięty jest wieloma pięknymi chwilami.

Obok gotowania kochamy układać wspólnie puzzle. Może jest to staromodny zwyczaj spędzania wspólnie czasu, ale my to robimy namiętnie! Mamy nawet rodzinne rozgrywki i walczymy o tytuł mistrza puzzli. Wspólnie gramy też w planszówki. Wieczorami lubimy oglądać filmy, często z mężem pokazujemy naszym dzieciom bajki i filmy z naszej młodości. Są to zwyczajne rzeczy, ale cudowne w nich jest to, że wszystkie robimy razem.

Mieszkasz w centrum miasta. To był świadomy wybór życia w śródmieściu?

Absolutnie. Centrum Szczecina jest piękne. To pulsujące serce miasta, pełne starych kamienic, które tworzą niesamowity klimat. Zawsze chciałam mieszkać w starej architekturze, mieć dom z duszą, z sąsiadami, którzy mieszkają tam od dawna. Uwielbiam rytm śródmieścia. Wychodzisz z domu i od razu czujesz, jak żyje miasto. Po tym jak pulsuje, wiesz czy dziś jest poniedziałek, piątek, czy sobota. Na szczęście Szczecin to nie Nowy Jork, więc jego tempo jest do udźwignięcia. Plusem mieszkania w centrum jest to, że nie musimy korzystać z samochodu. Wszędzie możemy pójść pieszo lub pojechać rowerem. Przy wyborze mieszkania było dla mnie ważne, aby wszystko było blisko – szkoła, przedszkole, praca. Dzięki czemu nie spędzam pół życia w aucie. Może i życie poza miastem jest cichsze, spokojniejsze, dzieci mogą więcej czasu spędzać na zabawach z rówieśnikami na dworze, co w centrum Szczecina jest mało osiągalne, ale są te inne benefity, o których wspomniałam.

Jak znalazłaś się w Szczecinie?

Do Szczecina przyjechałam z miłości do ówczesnego chłopaka. Miłość do niego minęła, ale ta do miasta pozostała. Początki mieszkania tu jednak nie były przyjemne. Nie czułam się tu swobodnie. Szczecin wtedy był bardzo szarym i smutnym miastem. Aura jesienno – zimowa tylko potęgowała te odczucia. Z czasem jednak zaczęłam poznawać coraz więcej ludzi, czuć się w tym mieście swobodniej i powoli odkrywać piękno w jego brzydocie.

Jakie miejsca poleciłabyś osobom, które przyjeżdżają do Szczecin?

Wały Chrobrego, po których cudownie się spaceruje, podziwiając jednocześnie architekturę Szczecina. Wały zostały tak zaprojektowane, aby czuć przestrzeń i ożywczy wiatr znad Odry. Na spacery koniecznie warto wybrać się do licznych parków, które pełne są egzotycznych gatunków drzew. Będąc w Szczecinie, można wpaść na film do kina Pionier, które jest najstarszym, nieprzerwanie działających kinem na świecie! Mieści się w kamienicy. Ma niewielką salę kinową na kilkadziesiąt osób i malutką kiniarnię z projektorem, gdzie filmy ogląda się siedząc przy stolikach. Jest to magiczne miejsce z ciekawym, wyselekcjonowanym kinem. Wyjątkowym miejscem w Szczecinie jest Akademia Sztuki i przestrzeń wokół niej.  Dzieję się tu wiele ciekawych inicjatyw twórczych. I koniecznie wieczorem trzeba pójść do kultowego klubu Hormon, który mieści się niedaleko Kafki. Fajne miejsca rozlewają się po całym Szczecinie.

Wróćmy do twojego pięknego mieszkania, które tonie w bieli. Skąd pomysł, aby to właśnie ten kolor zdominował Waszą przestrzeń?

Jestem dość tradycyjną osobą, jeśli chodzi o wnętrza. W moim rodzinnym domu królowała biel i drewniana podłoga. Chciałam zatem, aby i w moim mieszkaniu zagościła naturalna podłoga i białe ściany. Biel, która jest tak konsekwentnie poprowadzona w naszym domu miała na celu przede wszystkim wnieść tu jak najwięcej światła. W mieszkaniu miało być jasno i lekko. Nie lubię kiedy rzeczy za bardzo mnie ograniczają, wręcz kładą się na mnie. Dlatego użyłam kilku sztuczek, aby zapanować nad nimi. Mamy w domu dużo książek, które zamknęłam w regałach ze szklanymi drzwiczkami, aby się nie rozlewały po całym domu, tylko miały swoje miejsce. Telewizor natomiast ukryłam za roślinnością, ponieważ nie znoszę kiedy dominuje w przestrzeni. Przy naszym rytmie życia z trójką dzieci, uporządkowanie przestrzeni bywa trudne, ale staram się, aby rzeczy nas nie przygniatały.

Cudownie urządzone są pokoje twoich dzieci. Gdyby nie kilka charakterystycznych dla dziecka elementów, osoba dorosła śmiało mogłaby w nich zamieszkać.

Wyznaję filozofię, że fajnie jest łączyć ze sobą świat dziecięcy ze światem dorosłym. I te dwa światy spróbowałam połączyć w pokojach moich dzieci. Świat dziecięcy jest cudowny, wrażliwy i kolorowy, i nie musi być tak mocno infantylny. Połączenie tego, co dziecięce z tym co dorosłe, przynosi fajne rezultaty. Kiedy ostatnio byliśmy u ramiarza, mój syn, który ma w pokoju stare pianino i kilka wiekowych szaf, sam zwrócił uwagę na ręcznie malowany obraz i kupił go za własne pieniądze uzbierane z kieszonkowego. Pejzaż ukazujący statki na morzu wydawałby się rzeczą, która nie jest w kręgu zainteresowań ośmioletniego chłopca. A jednak mój syn zwrócił na niego uwagę. Fajnie jest pokazywać dzieciom, że ładne rzeczy nie do końca muszą być dziecięce.

W moim domu wszystko jest spójne – pokoje dzieci, sypialnia, pokój dzienny. To nie dotyczy tylko rodziny, tylko jest moim holistycznym podejściem do życia. Mam wrażenie, że jeśli żyjesz w zgodzie ze sobą, to odnosi się to zarówno do ciebie samego, twojego związku, twojego wychowania dzieci i nawet do urządzania domu.

    

7 stycznia 2018


Poprzedni wpis