Klaudia i Piotr

Klaudia i Piotr są pasjonatami designu. Piotrek zawodowo, Klaudia hobbystycznie. W ciągu ostatnich miesięcy przekonali się, ile pracy trzeba włożyć w urządzenie własnych czterech kątów. Maja była tego świadkiem. Odwiedziła ich podczas remontu oraz tuż po jego zakończeniu. Na początku w ich mieszkaniu na warszawskim Powiślu, poza tonami kurzu, drabiną, pomysłami w głowach i energią do działania, nie było kompletnie nic. Z tygodnia na tydzień miejsce Klaudii i Piotra stawało się coraz bardziej przytulne, a zawdzięczać to można przede wszystkim dodatkom, do których nasi bohaterowie przykładają wielką wagę. Co ciekawe, wiele z nich wykonali własnoręcznie – geometryczne żurawie namalowane na ścianie i te „latające” pod sufitem, wykonane z papieru. Detale w mieszkaniu Klaudii i Piotra udowadniają, że serce domu tkwi właśnie w szczegółach.

Piotrze, z wykształcenia jesteś architektem, w jakim stopniu wpływa to na przestrzeń, w której mieszkacie razem z Klaudią?

Piotr: Może mam większą świadomość tego, co architektonicznie dzieje się w naszym mieszkaniu? Jestem jednak przekonany, że każda osoba, której zależy na estetyce wnętrza, jest w stanie równie dobrze zaaranżować swoje mieszkanie. Być może zajmie to więcej czasu i będzie wyglądało zupełnie inaczej, ale nie znaczy, że będzie to gorsze. Wykształcenie pomogło mi przy wyznaczaniu stref w mieszkaniu i zapobiegło wchodzeniu mebli na siebie. Przy pracy nad detalami pomagała Klaudia. Dzięki jej kobiecej ręce oraz niesamowitemu wyczuciu estetyki możemy to miejsce nazywać „domem”.

Właśnie, w mieszkaniu macie kilka nieoczywistych rozwiązań. Czy wynika to z waszego spojrzenia na świat – lepiej wykorzystać coś, co już istnieje niż kupować nowe, czy z zupełnie innych powodów?

Klaudia & Piotr: Mieszkanie jest wynajmowane, więc nie chcieliśmy za dużo w nie inwestować. Palety, z których zrobione jest łóżko udało się zdobyć za uśmiech. Musieliśmy je tylko oszlifować. Lubimy surowe drewno, dodaje prawdziwości we wnętrzu… Nie stoi za tym żadna ekofilozofia ani hipsterstwo, chociaż marzą nam się poroże jelenia z tektury na ścianie 🙂

W waszym mieszkaniu przeważa biel oraz różne odcienie błękitu. Czy byliście jednogłośni w doborach kolorów i akcesoriów?

Klaudia: O kolorach decydowały ściany. Bazą miała być biel i szarości, natomiast dodatkowo chcieliśmy mieć akcent kolorystyczny. Ja chciałam niebieski, Piotrek zgaszoną zieleń – ostatecznie jechaliśmy do sklepu po miętową farbę, która i tak wyszła niebieska. Przez krótki czas oszukiwaliśmy się, że widać tam trochę mięty, która podczas dobierania dodatków, gdzieś uciekła. Koniec końców byliśmy elastycznie jednogłośni.

Waszą przestrzeń wypełniają ręcznie namalowane oraz zrobione z origami żurawie, a także liczne łapacze snów. Co znaczą dla Was te przedmioty? Dlaczego akurat tymi symbolami się otaczacie?

Klaudia: Choć zabrzmi to infantylnie, to muszę się przyznać, że Piotrek trochę mnie „wyrwał” na żurawia z origami, którego zrobił na pierwszej randce i opowiedział mi o różnych historiach z nimi związanych. Po pewnym czasie stał się on naszym symbolem. Łapacze snów (Cloud&Cranepod taakim szyldem i tym adresem możecie znaleźć Klaudii dreamcatchery), a dokładniej ich tworzenie, sprawia mi niezwykłą radość i pozwala się odprężyć. Poprzez te kolorowe, ręcznie robione drobiazgi chcę opowiedzieć historie, owiane odrobiną sennych marzeń, jednocześnie przyciągając same pozytywne myśli i sny, bo wierzę w magię tym przedmiotów.

Piotr: Często używam programów do projektowania 3D i tworzone tam rzeczy, budowane są zazwyczaj z geometrycznych form. W tym świecie wszystko wygląda jak złożone z origami. Od zawsze trochę fascynował mnie ten świat. Żuraw w jakiś sposób wciąga go w nasze codzienne życie, choć przede wszystkim jest on po prostu naszym symbolem.

Jaki jest wasz dom rodzinny? Pamiętacie swoje pokoje z dzieciństwa?

Klaudia & Piotr: Mamy podobne historie. Oboje nie mieliśmy swojej przestrzeni i cały nasz świat ukryty był gdzieś po kątach. Tylko my wiedzieliśmy jak wejść do tego świata i co się w nim znajduje.

Piotr: W moim domu rodzinnym, za zasłoną okna, do dziś stoi mój pierwszy obraz.

Klaudia: Zbierane przez lata osobiste rzeczy chowałam w swoich kartonach, które jeździły ze mną razem z kolejnymi, licznymi przeprowadzkami. Nigdy nie czułam potrzeby rozpakowywania ich, aż w końcu zostawiłam je w piwnicy u rodziców.

A są takie rzeczy, które nadal wędrują z wami za każdym razem, gdy zmieniacie miejsce zamieszkania?

Piotr: Mam żółty kubek z rysunkiem opery w Sydney. Jeździ ze mną wszędzie, mimo że do niczego nie pasuje, ale jest moją obietnicą, że kiedyś się tam wybiorę.

Klaudia: Ze mną wędrują moje pamiętniki, do których zaglądam rzadko, ale lubię mieć świadomość, że wszystkie dobre chwile są gdzieś obok, zapisane na pożółkłych kartkach. A ten wstrętny, żółty kubek systematycznie chowam w najgłębsze miejsce w szafie 😉

wywiad i tekst: Magda Bałkowska

foto: Maja Musznicka

31 marca 2014


Poprzedni wpis

Następny wpis