Kuba Janiec

Ściany w korytarzu wytapetowane komiksami, nad stołem kolekcja figurek bohaterów z Gwiezdnych Wojen, w rogu sypialni narty czekające spokojnie na sezon zimowy, sztuka poznańskich artystów. Witajcie u Kuby! Miłośnika filmów George’a Lucasa, komiksowych bohaterów, dobrego designu oraz podróży, które często wiążą się z jego ulubionym sportem, czyli jazdą na nartach.

Mieszkanie Kuby położone jest w samym centrum Poznania przy ulicy Piekary. Pełno w nim rzeczy, które Kuba zrobił sam – podziwiamy lampę nad stołem, trójwymiarowy obraz w sypialni i łózko z palet. Kamienica, w której mieszka nasz bohater, została wybudowana przez jego pradziadka ponad sto lat temu. Budynek właśnie odzyskał swój przedwojenny blask i życie. Kilka lat temu Kuba wraz ze swoim bratem, Darkiem, postanowił wcielić w życie pomysł stworzenia wyjątkowego miejsca na mapie Poznania, jakim jest właśnie powstały Projekt Piekary. Jedenaście pięknie zaprojektowanych apartamentów, w których historia kamienicy łączy się ze świeżością i kreatywnością artystów oraz architektów, którzy zostali zaproszeni do udziału w projekcie. Warto też wspomnieć, że wiele prac remontowych Kuba wykonał sam.  W murach mieszkań jest zostawiony kawał jego serducha! Czuć to na każdym kroku.

Zaciekawione ideą Projektu Piekary spotkamy się z Kubą na śniadaniu, aby dowiedzieć się więcej o pomyśle i powstałym miejscu. Patrząc, jak nasz bohater przygotowuje dla nas jedzenie, wypytuję go o historię kamienicy, o pracę nad Projektem Piekary oraz o jego liczne pasje. Mamy również okazję zobaczyć pięknie odrestaurowane apartamenty, których wnętrza pełne są inspiracji. Na pewno pokażemy  na Milk & Sun wkrótce więcej. Tymczasem rozglądamy się po mieszkaniu Kuby i robimy się głodne na wspomnienie o śniadaniu, które dla nas przygotował. Bon appetit!


Pretekstem do naszego spotkania jest niedawno otwarty przez Ciebie Projekt Piekary. Opowiedz nam o jego idei.

Projekt Piekary to kamienica w centrum Poznania, w której znajduje się 11 apartamentów. Pomysł na miejsce narodził się kilka lat temu. Wraz z moim bratem Darkiem chcieliśmy stworzyć coś wyjątkowego, czego jeszcze w Poznaniu nie było. Chcieliśmy również wykorzystać to, że wśród naszych znajomych jest wiele utalentowanych osób, które moglibyśmy zaangażować w nasz projekt. Kilka miesięcy temu, po niespełna dwóch latach prac remontowych, Projekt Piekary został oddany do użytku. W chwili obecnej wszystkie mieszkania są wynajmowane krótkoterminowo. Lubię podróżować, więc fajnie jest poznawać ludzi, którzy przyjeżdżają do Poznania w celach podróżniczych. W przyszłości myślę, aby w apartamentach zamieszkały kreatywne i świadome osoby, które stworzyłyby społeczność Piekar. Chcę, aby byli to ludzi chętni do działań, które ożywią tą część miasta, w której aktualnie niewiele się dzieje.

Do stworzenia Projektu Piekary zaprosiłeś wielu wspaniałych artystów i architektów.

Kiedy w projekt zaangażowanych jest wiele osób, nabiera on innego wymiaru, a i praca staje się o wiele przyjemniejsza. Dlatego też zdecydowałem się zaprosić do współpracy osoby, których rozwój obserwuję od lat, wiem, co robią i w jakie projekty się angażują. Chciałem, aby swoim doświadczeniem, wizją i osobowością wpłynęły na kształt Projektu Piekary. Na samym początku o zaprojektowanie mieszkań poprosiłem Michała Dumin, artystę, absolwenta wzornictwa na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, architektów – Łukasza Spychaja i Stasia Łakińskiego oraz mojego przyjaciela, Noriakiego, poznańskiego artystę, który wywodzi się ze szkoły polskiego street-art’u. W późniejszym czasie do Projektu Piekary dołączyli: projektantka wnętrz, Agnieszka Szalbierz oraz Maria Jaksik Fikus i Michał Fikus – para architektów, dla których zaprojektowanie wnętrza mieszkania na Piekarach było pierwszym wspólnym projektem.

(Przy okazji przypominamy Wam rozmowę z Michałem Dumin, która ukazał się na Milku -> klik,klik.)

Wystrój apartamentów Projektu Piekary to kopalnia wnętrzarskich inspiracji. Wyjeżdżający stąd goście oprócz miłych wspomnień mogą też zabrać ze sobą garść pomysłów, jak ciekawie urządzić mieszkanie. To był twój plan – inspirowanie?

To efekt uboczny, który rzeczywiście się sprawdza. Nasi goście często w recenzjach piszą, że to są najlepsze wnętrza, w jakich mieszkali. Cieszy mnie to, szczególnie, kiedy piszą to zaprawieni podróżnicy, którzy jeżdżą po całym świecie. Takie słowa są dla nas bardzo motywujące. Pokazują nam też, że chyba udało nam się zrealizować fajny projekt.

We wnętrzach Projektu Piekary, spotkać można wiele rzeczy, które nadają mu domowego charakteru. Chciałeś, aby twoi goście czuli się tu jak u siebie w domu, a nie jak w hotelu?

Tak, ponieważ sam, jak gdzieś wyjeżdżam, to szukam noclegu w miejscach, gdzie mogę poczuć lokalny wydźwięk mieszkania i stać się na moment częścią danej społeczności.

To, co z pewnością wyróżnia Projekt Piekary, to umieszczenie w jego wnętrzach dużej liczby roślin.

Mieszkania zyskały niesamowicie dużo, kiedy pojawiły się w nich kwiaty. Roślinność pięknie dopełniła wystrój wnętrz. Dobór kwiatów powierzyłem Kasi West oraz Michałowi Depa, czyli ekipie ro_ślinka, która stworzyła do każdego apartamentu kwiatowe kreacje.

Kamienica, w której powstał Projekt Piekary, nosi w sobie ponad stuletnią historię.

Zbudował ją mój pradziadek, Ignacy Linke, pod koniec XIX wieku. Jest ona świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Przetrwała Drugą Wojnę Światową. W naszym domu do dziś opowiada się historię, kiedy to mój wujek Wiktor i jego sąsiad uratowali ulicę Święty Marcin przed pożarem, który szedł od strony ulicy Ogrodowej, wyrąbując drewnianą klatkę schodową jednej z kamienic przy Piekarach. Po wojnie kamienica została objęta przymusowym przydziałem mieszkańców. Kiedy skończył się w Polsce komunizm, moi rodzice postanowili odzyskać kamienicę, a my z bratem podjęliśmy decyzję, że tchniemy w nią nowe życie.

Podjęliście się naprawdę wielkiego remontu. Czy Twoje pasje – sport i podróże pomagały Ci w złapaniu oddechu w tym czasie?

Niestety remont pochłaniał większość mojego czasu. Do tego jeszcze obowiązki związane z moją inną działalnością, spowodowały, że sport zszedł w tym okresie na na drugi plan. To, co mnie ratowało i pomagało realizować to wszystko, to weekendowe ucieczki i wyprawy w góry, które dodawały mi w tym okresie dużo energii.

A jak narodziła się Twoja miłość do podróżowania?

Dzięki moim rodzicom, którzy od małego starali się zaszczepić we mnie podróżniczego bakcyla. Pamiętam, że od najmłodszych lat podróżowaliśmy całą rodziną, a kiedy ja i mój brat byliśmy już na tyle dorośli, by podróżować samemu, rodzice wysyłali nas na obozy młodzieżowe i wymiany międzynarodowe, dzięki którym zwiedziłem spory kawałek świata. Potem to już sam szukałem miejsc, w które chciałem pojechać i rozwijałem tę pasję.

Ekstremalne sporty, które Cię pasjonują, też wiążą się z podróżowaniem.

Tak. Przede wszystkim te zimowe. Od wielu lat jeżdżę po świecie i wchodzę na góry, z których zjeżdżam na nartach. Może nie tak jak Andrzej Bargiel z K2, ale w Himalajach też udało mi się kilka razy jeździć.

A jest jakiś szczyt, ze zjazdu którego jesteś najbardziej dumny?

Ciężko powiedzieć, bo to wcale nie wysokość szczytu określa jego trudność. Żeby się dobrze bawić i jeździć na nartach, można to robić w polskich Tatrach czy austriackich Alpach. Na pewno dobrze wspominam wypady do Gruzji i zjazdy z kilku szczytów Kaukazu, czy podróż do pięknego regionu Kaszmiru, gdzie jeździłem na nartach mając ośmiotysięczniki w tle. Z takich moich życiowych rekordów, to udało mi się wejść w Meksyku na górę o wysokości 5650 m.n.p.m., ale to bez nart.

Twoje podróżnicze plany bądź marzenia?

W najbliższym sezonie zimowym planuję ze znajomymi sprawdzić legendarny puch na japońskiej wyspie Hokaido. A w dalszej przyszłości na pewno chciałbym pozjeżdżać z gór w Kolumbii Brytyjskiej oraz pojechać do Chile i Nowej Zelandii, i przekonać się, jak jeździ się na nartach po drugiej stronie równika. Powoli szykuję się też do Mongol Rally, czyli charytatywnego rajdu do Mongolii, który odbędzie się w przyszłym roku latem. Z pewnością będą to dwa miesiące niezapomnianych chwil i wspomnień spędzonych ze znajomymi w małym aucie.

***

tekst i wywiad: Magda Bałkowska
zdjęcia: Maja Musznicka

15 października 2018


Poprzedni wpis

Następny wpis