Magda i Marcin

Magda i Marcin to kolejna fantastyczna para, którą odwiedzamy w ramach cyklu „It takes two” inspirowanego przez  Alba1913 – kosmetyki z tradycjami od 1913r. Wspólnie z marką, w serii reportażów pt. „It takes two” spotykamy się z kreatywnymi, pełnymi pasji parami. Pokazujemy ich mieszkanie i rozmawiamy o wspólnym dzieleniu przestrzeni, zainteresowań i pracy. Testujemy również kosmetyki Alba1913, które dedykowane są zarówno dla niej, jak i dla niego. Produkty Alba1913 komponowane są według rodzinnych receptur i w zgodzie z wielowiekową tradycją zielarską, a prosta filozofia „Zdrowie jest piękne” wyraża pochwałę holistycznej wizji piękna jako harmonii ciała i ducha.

Magda i Marcin to osoby o silnych zainteresowaniach. Wielką pasją Magdy jest ilustracja i grafika. Pod pseudonimem atogrzywa, Magda zaprasza nas do swojego, pełnego pięknych rysunków, świata, w którym stara się pokazać zwykłe życie w niezwykły sposób. Marcin to urodzony pasjonat muzyki. Kolekcjonuje płyty, winyle i sprzęt audio. W wolnych chwilach gra na gitarze i komponuje. I co nas bardzo zaskoczyło – warzy piwo! Ich zainteresowania zdeterminowały podział mieszkania na dwie strefy – strefę Magdy, w której pracuje, rysuje i tworzy ilustracje oraz strefę Marcina, gdzie trzyma swoją kolekcję płyt, słucha muzyki i tworzy nowe piosenki. Dwa różne światy, w których nasi bohaterowie lubią czasem pobyć sam na sam ze swoją twórczością i nowymi pomysłami, aby spotkać się po kilku godzinach i wymienić inspiracjami, podzielić nowymi ideami i tym, co każdemu udało się stworzyć.

Podczas naszego spotkania z Magdą i Marcinem porozmawialiśmy o spędzaniu wspólnego czasu, inspirowaniu się nawzajem oraz o tradycjach wyniesionych z domu. Spędziłyśmy u nich kilka cudownych godzin. Słuchaliśmy na winylu Paula Simona i The Beatles. Zajadaliśmy się ciastem, upieczonym przez Marcina. Zostałyśmy też zaskoczone – Magda i Marcin podarowali nam nasz portret, namalowany specjalnie dla nas przez Magdę! Wspaniale było poznać tę dwójkę!

A! Na samym końcu czeka na Was skomponowana przez Magdę i Marcina playlista Spotify, którą znajdziecie na naszym profilu milkandsun. Idealna do spacerów po mieście i odkrywania nowych miejsc.

Jak wygląda życie dwóch artystów pod jednym dachem?

Marcin: O tyle jest dobrze, że w ciągu dnia siedzę na etacie poza domem, a wszystkie moje muzyczne pasje realizuję po godzinach. Natomiast podstawą działania Magdy jest pasja, którą realizuje pracując w domu i to się fajnie uzupełnia.

Magda: Jeśli chodzi o życie dwóch osób w jednym mieszkaniu, które mają takie silne pasje,to czasami potrzebujemy się zamknąć, każdy w swoim świecie – Marcin muzycznym, ja ilustracyjnym. Potem jedno do drugiego może przyjść i podzielić się tym, co nowego stworzyło.

Magdo, od kilku miesięcy pracujesz w domu. Udało się już Tobie wypracować jakiś system pracy?

Magda: Powoli mi się to udaje. Odchodząc z etatu wyszłam z takiego założenia, że nie mam zamiaru pracować mniej. Wiedziałam też, że służy mi to, żeby wstać rano, przygotować się i usiąść od razu do pracy. Staram się też wykorzystać maksymalnie czas, kiedy Marcin jest w swojej pracy, aby kiedy wróci do domu, móc porobić coś wspólnie. Wiem, że wielu freelancerów w pełni korzysta z takiej totalnej swobody i wybiera sobie różne pory dnia do pracy, ja jednak lubię takie usystematyzowanie.

A zdarza Ci się wymknąć z domu i popracować w kawiarni?

Magda: No właśnie nie. Zawsze podziwiam tych, którzy potrafią pracować w takich przestrzeniach. Ja się nie potrafię w nich skupić. Muszę usiąść przy swoim biurku i mieć wokół siebie wszystkie swoje kalendarze, notesy i niezbędny sprzęt do pracy.

 

Cały czas zerkam na Waszą mapę wspólnych wspomnień, opowiedzcie trochę o tym. Na przykład, co kryje się za biletem na koncert zespołu Hey i Much.

Marcin: To koncert, od którego wszystko się między nami zaczęło.

Magda: Ostatnio, po 11 latach, mieliśmy super sentymentalną okazję, aby ponownie usłyszeć na żywo zespół Muchy, którzy grali swoją płytę Terroromans podczas festiwalu Spring Break.

Marcin:  W tym roku stwierdziliśmy, że nie idziemy na Spring Break’a, ponieważ nie wiedzieliśmy, czy będziemy w Poznaniu o tym czasie. Na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu okazało się, że Muchy będą grały na nim Terroromans. Powiedzieliśmy sobie, trudno. Na pewno będzie trasa, wtedy pójdziemy. Ale w dzień koncertu kupiliśmy sobie reedycję albumu. Usiedliśmy wieczorem w domu, puściliśmy płytę…

Magda: Zrobiło nam się smutno…

Marcin: No i kupiliśmy karnet trzydniowe, aby pójść na jeden koncert. Coś wspaniałego!

Idąc dalej tropem mapy – garnuszek nad głową Marcina.

Magda: Mam to szczęście, że Marcin jest domowym kucharzem i piekarzem. Sobotnia szakszuka czy testowanie przepisów z różnych zakątków świata, to jest domena Marcina. Kiedy jest w kuchni widzę, że jest w swoim świecie. Ja się w to nawet nie włączam.

Marcin: W kontekście gotowania to najbardziej lubię niedzielę. Wstajemy niezbyt późno, idziemy na krótki spacer, po czym wracamy obładowani zakupami. Magda idzie sobie odpocząć, czy porobić swoje rzeczy, a ja idę do kuchni, odpalam typowo niedzielne kino – w stylu “Naga broń” albo “Czy leci z nami pilot” – i tak z trzy godziny lubię sobie przy garach posiedzieć.

Magda: Tak, i tu już jest inwencja Marcina. Czasem jest coś tajskiego, czasem coś tradycyjnego.

Marcin: Najbardziej nie lubię jak mi coś nie wyjdzie, a Magda jest zachwycona.

Magda: Może doza twojej pracy i włożonego serca powoduje, że mi to smakuje?

 

Jak lubicie spędzać razem wolny czas?

Magda: Uwielbiamy wspólne wędrówki po mieście.

Marcin: W weekend na piechotę robimy spokojne 50 – 60 kilometrów. I to łażąc tylko po samym Poznaniu. Wspólne długie spacery to najpiękniejsza rzecz na świecie. Czasami jesteśmy styrani po całym tygodniu pracy i mówimy sobie, że w weekend nigdzie nie wychodzimy, kupujemy pizze, piwo i nic nie będziemy robić. Ale tak się nie da! Nie z nami. Musimy wyjść z domu, nie jesteśmy w stanie usiedzieć dłużej na miejscu.

Magda: Trochę tego lenistwa chciałoby się wprowadzić do naszego życia, ale widać mamy taką naturę, że najlepiej odpoczywamy w ruchu, kiedy gdzieś idziemy, mamy jakiś cel przed sobą. Pozytywnie to na nas wpływa.

Obydwoje przyjechaliście do Poznania ze Szczecina. Jak Wam się tu żyje?

Marcin: Bardzo fajnie udało nam się zadomowić tu, gdzie teraz mieszkamy. Warszawa, Wrocław, Berlin – te wszystkie miasta bardzo nas kręcą, ale dobrze jest później wrócić tutaj. Poznań jest dla nas wygodnym miastem do życia. A miejsce, w którym mieszkamy, bliskość Łazarza, Jeżyc i Grunwaldu, daje nam duży komfort korzystania z jego uroków.

A wyobrażacie sobie siebie kiedyś na wsi, czy jednak zdecydowanie wolicie miejskie życie?

Magda: Ja jestem w stu procentach miejskim bytem.

Marcin: Mnie ciągnie do kosiarki. Choć po dłuższym zastanowieniu myślę, że mogłaby być to opcja tylko weekendowa.

Magda: Ja sobie nie wyobrażam życia poza miastem, szczególnie teraz, kiedy pracuję w domu, czułabym się wyizolowana. Mieszkając w centrum mogę w każdym momencie wyjść na kawę albo z kimś się spotkać. Więc chyba jednak miasto będzie nam towarzyszyć przez najbliższy czas.

 

Alba1913 to marka z długą, rodzinną tradycją. Jestem ciekawa, czy macie jakieś swoje rodzinne tradycje, które przenieśliście na wspólny grunt?

Magda: Z domu na pewno wyniosłam tradycję posiadania własnych pasji. Mój tata, podobnie jak Marcin, jest muzycznym fanem i zapaleńcem, a mama jest architektem i rysuje, jak ja. Jestem zdania, że nie trzeba robić tego samego, aby się wzajemnie inspirować.

Marcin: U mnie jest podobnie. Tata jest bardzo utalentowanym muzykiem i kompozytorem i to on zaraził mnie miłością do muzyki. Nie ukrywam, że przez wiele lat uciekałem przed tym, aby mój dom nie był tym, z którego wyjechałem na studia. Ale z czasem zauważam, że cieszą mnie domowe rytuały, na przykład te niedziele, o których opowiadałem wcześniej.

Na koniec jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki Alba1913 zostały Waszymi ulubieńcami?

Magda: Kosmetyki bardzo nam się spodobały już od pierwszego wejrzenia, a to ze względu na samą ideę kosmetyków stworzonych dla wielbicieli miejskiego życia, aktywnych, no i ze względu na to, że są unisexowe! Znaleźliśmy wśród nich kilku faworytów.
Pierwszy, to krem do rąk i stóp Galenic Daily Hand Cream. Ma fantastyczny, cytrusowy zapach i działa bardzo nawilżająco i zmiękczająco, przy czym nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. W naszym przypadku, idealnie nadaje się do codziennego stosowania nawet w biegu (nie trzeba czekać aż się wchłonie).
Przy dużej ilości ruchu, bardzo przypadł nam do gustu Refreshing Foot Protection Spray, który ma działanie chłodzące, odświeżające i świetnie chroni stopę.
Kolejnym kosmetykiem, który warto wyróżnić, to peeling Revitalizing Body Scrub – ma cukrową strukturę i piękny cytrusowy zapach. Bardzo fajne jest w nim to, że świetnie usuwa naskórek i pozostawia delikatną warstwę na ciele, dzięki czemu skóra jest dobrze nawilżona i delikatna.
Jeżeli chodzi o mnie, to staram się dbać o skórę twarzy i często testuję kosmetyczne nowości. Na drodze tych eksperymentów, poznałam potrzeby swojej skóry i jej preferencje. Niestety jest dość kapryśna, ma skłonności do przetłuszczania się, ale też przesuszania się i nie znosi tłustych konsystencji. Wyjątkowo przypadł mi do gustu Metropolitan Skin Guard Concentrate. Ma lekką i świeżą formułę i bardzo wygodną pipetkę, którą nakłada się produkt. Spodobała mi się również jego cecha ochronna, antysmogowa – chroni skórę narażoną na działanie zanieczyszczeń w powietrzu. Dodatkowo, bardzo fajne jest to, że szybko się wchłania i mogę go używać na noc i rano pod makijaż.

 

tekst i wywiad: Magda Bałkowska
zdjęcia: Maja Musznicka

5 czerwca 2018


Poprzedni wpis