Magda Vencken

To historia o polsko-holenderskim domu, który wypełniony jest rodzinnymi pamiątkami, sztuką współczesnych artystów i przedmiotami przywiezionymi z podróży. To również historia o kobiecie, której życie wypełniają kreatywne działania i która w swoich twórczych poszukiwaniach kreuje rzeczy niebanalne, piękne, nierzadko wyprzedzające swój czas. Główną bohaterką tych historii jest Magda Vencken, twórczyni marki „Mambaczarna” i „Warsztatu Pracy”. Przez wiele lat w Poznaniu Magda znana była przede wszystkim dzięki fryzjerstwu, w dziedzinie którego osiągnęła bardzo dużo. Dziś równie wysoko mierzy w nowej pasji, jaką jest projektowanie ubrań i szycie.

Z Magdą rozmawiamy w jej pięknym domu, położonym pod Poznaniem, w którym nasza bohaterka mieszka wraz z rodziną od dwóch lat. Mąż Magdy, Kasper, pochodzi z Holandii, co miało duży wpływ na ostateczny kształt domu. Magda tak opowiada o polsko-holenderskim charakterze jej domu: Holendrzy zazwyczaj w swoich domach mają duże okna. W naszym każdym poprzednim mieszkaniu zwracaliśmy uwagę na światło. Także przy budowie tego domu był to dla nas bardzo ważny punkt. Cały dom jest otwarty na ogród, właśnie poprzez duża okna. Połączyliśmy tutaj nasze rodzinne meble: polskie i holenderskie. Z Holandii przyjechał na przykład stary fortepian. Staraliśmy się zachować w domu prosty, neutralny styl – mój mąż to lubi. Ja oczywiście też, ale żeby dom miał charakter, potrzebuje niebanalnych zestawień: i tak na przykład stare holenderskie talerze z Delft bardzo ładnie komponują się z „ikonami” polskiego meblarstwa lat 60., tj. krzesłami ze sklejki.

1
2
4_1 5 8

Polsko-holenderski dom Magdy i Kaspra to bardzo dobry przykład na to, jak pięknie można odmienić PRL-owską „kostkę”, aby wyróżniała się w okolicy. Do dawnego domu Magda i Kasper postanowili dobudować niższą, oszkloną cześć, w której powstały salon i sypialnia. O sypialni Magda mówi, że wygląda trochę jak hotelowy pokój. Ciekawym akcentem jest w niej wanna, która stoi obok łóżka. Leżąc w niej, można patrzeć na niebo. I gwiazdy! Największe wrażenie zrobiła na nas łazienka – pełna zieleni i światła, które wpada przez sufitowe okna. Inspiracje do jej stworzenia Magda i Kasper przywieźli z Bali. O ich podróżach przypomina także piękne lustro w korytarzu i figurka Buddy, informującego mieszkańców domu o zmianie pór roku. Lato spędza bowiem na tarasie, a zimę w salonie. Poza tym w domu Magdy i Kaspra co chwilę można natknąć się na przedmioty z lat 60 i 70. Parze bardzo zależało, aby zachować klimat tych lat, szczególnie w „starej części” domu. Ta dobudowana miała być bardziej nowoczesna, ale finalnie znalazło się w niej dużo przedmiotów z tamtych lat. O podziale na nową i starą część domu przypomina pasmo okien, które usytuowano na suficie. Sprawiają one, że do pomieszczeń wpływa bardzo dużo światła. Dom jest nasłoneczniony również dzięki dużym oknom wychodzącym prosto na ogród. W rozmowie z nami Magda podkreślała, że bardzo ceni sobie taki bliski kontakt z naturą.

O przeprowadzce za miasto Magda wraz z mężem zadecydowała jednak dopiero w momencie, kiedy na świat przyszła ich córka. Zależało jej, aby miała ogród i większą przestrzeń do zabawy. Jednak, jak sama przyznaje, brakowało jej też rytmu miasta, stąd decyzja, aby pracować w samym centrum Poznania, na ulicy Świętego Wojciecha. Zanim się tam jednak wybierzemy, porozmawiamy z Magdą o jej twórczej przeszłości.

Zanim zapytam o Twoje obecne działania, chciałabym wrócić do twojej pracy fryzjerskiej. Byłaś kreatorką, która wyprzedzała trendy, nie tylko w strzyżeniu, ale także w organizacji pokazów fryzjerskich. Fryzjerstwo było dla ciebie sposobem na wyrażanie siebie?

Pracując jako fryzjer, starałam się wszystko robić najlepiej jak umiałam. Ważna była przede wszystkim precyzja strzyżenia i naturalność. Interesowałam się tym, co dzieje się dookoła mnie i miałam mnóstwo pomysłów, które wykorzystywałam w swojej pracy. Praca w salonie sprawiała mi przyjemność i mogłam się z niej utrzymywać. Obok tej “zwykłej pracy ” były inne działania. Można je nazwać “pokazami fryzur”. Razem z Krzysztofem Nawrotem działaliśmy pod szyldem “Fryzjerzy” i sami organizowaliśmy dość niestandardowe jak na te czasy pokazy. Odbywały się one np. w bramach kamienic, na boisku do gry w piłkę nożną. Jako „Grupa Fryzjerzy” występowaliśmy też na festiwalu Malta, a nasze pokazy stawały się przedstawieniami. Teraz często dzieją się takie rzeczy, ale wtedy w było to coś innego, nowego.

A pamiętasz jak się zaczęła twoja przygoda z fryzjerstwem?

Bardzo chciałam mieć swój salon i robić nowoczesne fryzury. Pierwszy salon otworzyłam w 1993 roku. Miałam tylu chętnych klientów, że mógł on wtedy działać 24h na dobę, a pracowało w nim parę osób. Tak to się zaczęło.

 

16 9 dwa2 12 cyt1 14 15
17

19 20 21 25

27

28 29
31 30 32

Postanowiłaś jednak na jakiś czas odpocząć i zająć się tworzeniem czegoś nowego. Powstała “Mambaczarna”. Do kogo skierowana jest marka?
Z tą nazwą zaczynałam robić pierwsze projekty ubrań. Dużo w nich było miarowego szycia, które jest trudne, ale które bardzo lubię i cały czas rozwijam swój warsztat na tym polu. Chętnie uszyję nowoczesny płaszcz czy sukienkę, w której dobrze poczuje się zarówno młoda dziewczyna, jak i pani w średnim czy starszym wieku.

Jakie ubrania znajdziemy pod metką “Mambaczarna”?

Bardzo lubię szyć płaszcze i sukienki. Ważny jest dla mnie dobry materiał, precyzja wykonania, ciekawe wykończenie. Lubię też takie przełamania np. “grzeczna pensjonarska sukienka” wykończona od środka drukowanymi tasiemkami np. w pistolety. Zdarza mi się też szyć sukienki ślubne.

Czym ta marka wyróżnia się od innych?

Sprzedaję gotowe rzeczy, ale również szyję na miarę, co daje duże możliwości. Staram się zwracać uwagę na szczegół. W “Mambaczarna” stawiam na ubrania proste, może nawet trochę klasyczne, ale jednak wyrafinowane w kroju i wykończeniu. Lubię otworzyć płaszcz, czy kieszeń i zobaczyć środek, który jest fajnie wykończony.

Obok “Mambaczarna” współtworzysz również “Warsztat Pracy”. Co to za miejsce?

Warsztat Pracy to miejsce, w którym powstają nasze projekty ubrań – od początku do końca. Tutaj projektujemy, drukujemy, szyjemy i wymyślamy nowe rzeczy. Miejsce to tworzę razem z Dominiką Perz, która zajmuje się sitodrukiem. Dominika drukuje na tkaninach, ale robi też grafiki, kartki (Headmade) i inne projekty. Czasami też udostępniamy sitodruk dla osób z zewnątrz.

Skąd pomysł, aby tworzyć nadruki za pomocą sitodruku?

Z Dominiką znamy się bardzo długo. Kiedy zaczynałam szyć, wpadłam na pomysł wykańczania ubrań drukowanymi taśmami. Mika zaczęła je dla mnie robić na sitodruku. Potem to już samo poszło dalej. Kiedy Mika udzielała mi lekcje rysunku, dużo rozmawiałyśmy i wpadłyśmy na pomysł wykonywania wydruków na tkaninach. Ja chciałam wyjść z pracą z domu, a ona szukała dla siebie pracowni. Tak to się rozpoczęło.

Sitodruk jest za każdym razem inny. To jest bardzo fajne. Można nadrukowywać dwudziestą sukienkę, a nadruk będzie na niej trochę inny niż na tej pierwszej. Zawsze lubię patrzeć, jak Mika nakłada farbę na sito, potem je podnosi i jest! Piękny nadruk na tkaninie. Sitodruk to działka Dominiki, ale zawsze dużo rozmawiamy, jak ma wyglądać sukienka, co na niej będzie, jakie dobierzemy kolory. Cały czas dużo się uczymy i bardzo to lubimy.

Co skłoniło cię do powołania w życie “Mambyczarnej” i “Warsztatu Pracy”?

Chciałam spróbować czegoś nowego. Czułam się zmęczona fryzjerstwem. Zawsze interesowałam się modą, architekturą i łączyłam różne rzeczy. Lubię coś tworzyć. W moim domu mama zawsze dla nas szyła. Dzięki temu, kiedy w Polsce na ulicach panowała szarość, ja miałam zawsze super ubrania. Teraz już nie ma takiej potrzeby, aby obszywać całą rodzinę. Fajnie jest robić coś dla kogoś, a nie chować się z tym do szafy. Chciałabym ubierać kobiety oryginalnie, ale jednocześnie ich nie przebierać. Lubię kobiecość.

32_1 33 34 34_2 34_3 35_1 37 38 38_1 39 41 42 43

d2

d1  45
44

Twój Warsztat znajduje się na ulicy Świętego Wojciecha. Jak ci się pracuje w tym zakątku Poznania?

Mieszkam teraz poza Poznaniem i tęsknie trochę za miastem, dlatego cieszę się, że pracuję w centrum. Św. Wojciech to cicha i spokojna ulica, otoczona starymi kamienicami. Nasz Warsztat jest usytuowany w podwórzu, w dawnej fabryce z końca XlX wieku, która była jednym z pierwszych żelbetowych budynków w Poznaniu. W sąsiedztwie mamy inne firmy np. architektów, tatuażystów, studio tańca, wydawnictwa książkowe, knajpę. Są również lofty..

Czy Poznań jest dobrym miejscem do twórczej pracy?

Poznań jest dość dużym miastem i trochę się tu dzieje, ale cały czas czuję, że to miasto mogłoby być dużo bardziej kreatywne i spontaniczne, a ludzie ubrani trochę bardziej z luzem. Prawie zawsze jest gdzie pójść i coś obejrzeć. Jednak to nie Amsterdam ;). Może to i dobrze?

Twoje życie wypełniają kreatywne działania. Masz swoje źródła inspiracji?

Inspirują mnie podróże, podczas których staram się wszystko uchwycić wzrokiem, zapamiętywać połączenia różnych elementów – wracam z nich zawsze z głową pełną pomysłów. Bardzo lubię architekturę. Interesuję się urządzaniem wnętrz. Jestem też gazeciarą. Mam stosy gazet. Często jednak wystarczy, że pójdę na koncert czy wystawę i nagle mam nowe “wizje”. Mieszkam w bardzo ładnej okolicy Poznania i bardzo cenię sobie kontakt z naturą, to zawsze dobrze robi. Poukładane życie rodzinne również jest mi bardzo potrzebne, aby móc sobie spokojnie pracować i realizować swoje plany.

Zatem… życzę Tobie realizacji najśmielszych planów!

https://www.facebook.com/Mambaczarna

https://www.facebook.com/warsztatpracy

www.warsztatpracy.pl

wywiad i tekst: Magda Bałkowska

foto: Maja Musznicka

5 lutego 2016


Poprzedni wpis

Następny wpis