Marta Mach

Ostatnie piętro budynku przy ulicy Oleandrów w warszawskim Śródmieściu. To tu, wraz ze swoim narzeczonym Bartkiem Wieczorkiem, mieszka Marta Mach, redaktorka naczelna i dyrektor artystyczna magazynu Zwykłe Życie (o którym opowiadamy na łamach Milka tutaj)Na spotkanie umawiamy się wczesnym przedpołudniem. Marta wita nas, jakbyśmy znały się nie od dziś i zaprasza do swojego mieszkania. Jej dom wypełniony jest książkami, zdjęciami i kwiatami. Klimatu dodają duże okna, stara, drewniana podłoga i dwuskrzydłowe drzwi, które oddzielają pokój dzienny od sypialni. Siadamy w kuchni. Marta robi nam kawę i kanapki. I zaczynamy rozmawiać.

  Zanim na dobre zadomowiłaś się w Warszawie, studiowałaś i mieszkałaś w Poznaniu.

Poznań jest mi bardzo bliski. Studiowałam tam arabistykę. Był czas, kiedy biegle mówiłam po arabsku i pracowałam jako tłumaczka. Mam ogromny sentyment do języka i kultury, ale nastąpił moment, kiedy musiałam zdecydować, co tak naprawdę chcę robić zawodowo w życiu. Nie da się robić dobrze dwóch rzeczy naraz, kiedy są to tak odległe od siebie dziedziny. Pracy z językiem orientalnym musisz poświęcić sto procent czasu i, jak przy każdej pasji, ciągle się rozwijać. A ja zawsze marzyłam, żeby wydawać magazyn. I gdy tylko pojawiła się taka możliwość, to zwyczajnie ona zwyciężyła.

Jak narodziła się Twoja miłość do papierowych magazynów? Pamiętasz tytuły, którymi się zafascynowałaś na początku tej pasji?

Pierwszym czasopismem, które kolekcjonowałam był miesięcznik Video Świat Hanna-Barbera, wydawany w latach 1990-1992. Uwielbiałam bohaterów bajek Hanna-Barbery z domowych VHS-ów i miałam niemal wszystkie numery czasopisma.  A jeśli chodzi o życie dorosłe lub prawie dorosłe, to już w szkole podstawowej podbierałam od mamy Twój Styl (wydaje mi się, że w latach 90-tych było tam dużo więcej do czytania niż obecnie) i regularnie czytałam Wysokie Obcasy i Machinę. Potem przez jakichś znajomych dotarły do mojego rodzinnego Grudziądza Fluid i A4. Kiedy mieszkałam w Poznaniu lubiłam czytać Mapę – zgrabne zeszytowe wydanie miejskiego przewodnika – taki poznański, fajniejszy Aktivist. Czytałam także Exklusiv pod redakcją Hanny Rydlewskiej. Pierwsze zagraniczne pisma, które podbiły moje serce to były The Face, WAD, Frankie, Travel Almanac. Objawieniem był pierwszy trzymany w ręku numer The Gentlewoman.

Jakie gazety czytasz teraz?

The Gentlewoman chyba wciąż jest moim numerem jeden. Regularnie kupujemy z Bartkiem też The Happy Reader z tego samego wydawnictwa (którego jestem psychofanką), Apartamento, Travel Almanac, Hot and Cool, Self Service, Aperture i Another Man. Bardzo lubię moją małą kolekcję magazynów erotycznych: kilka numerów Extra Extra, Odiseo, jeden Eros i Mirage. Lubię też Marfa Journal, Purlple, Re-Edition i Muse. Podczas podróży kupujemy pojedyncze numery mało znanych self-publishingów. Tak trafiły do naszej kolekcji numery Lost, Wildlife czy Another Escape. Z polskich tytułów wciąż jestem wierna Wysokim Obcasom, które nigdy nie zawodzą. Poza tym chętnie czytam Fathers i Girl’s Room. Lubię też wszystkie trzy numery nieregularnie wydawanego Thisispaper i mam wielką nadzieję, że powstanie numer czwarty. Ważnym tytułem, pod różnymi naczelnymi, był zawsze Przekrój, w którym przez kilka miesięcy miałyśmy z Agatą “zwykłożyciową” rubrykę. Długo czekałam na jego powrót i cieszę się, że w końcu jest.

Stojak na czasopisma, na którym wyłożone są ulubione ostatnio okładki. Magazyny to jest to, co Marta kocha od zawsze. Na stronie Zwykłego Życia w ramach cyklu Co mnie kręci, co mnie podnieca Marta dzieli się z czytelnikami swą wielką miłością do papieru i opowiada o swoich odkryciach i fascynacjach.

Zdjęcie Leny Dobrowolskiej (portret dziewczyny), obok polaroidy Bartka.

Praca Zuzy Krajewskiej z projektu Imago, którą Marta i Bartek wylicytowali na aukcji charytatywnej. Cały dochód został przekazany na Zakład Poprawczy w Studzieńcu, którego wychowankami są sportretowani chłopcy.

Co Cię przywiodło do Warszawy?

Brak perspektyw zawodowych w Poznaniu. Po studiach dużo podróżowałam. Mieszkałam rok w Syrii, pół roku w Libii i prawie dwa miesiące w Indiach. W chwili, gdy poczułam nostalgię, naturalnie wróciłam do Poznania. Było to ostatnie miasto, w którym nawiązałam przyjaźnie i miałam ułożone życie. Niestety, na tamtym etapie Poznań mnie bardzo rozczarował. Wciąż jeszcze byłam bardzo głodna nowych doświadczeń, poznawania nowych ludzi, podejmowania wyzwań w pracy. Nie zastałam tam nic, co mogłoby ten głód ugasić. Zaczęłam szukać alternatywy. Pomyślałam o Warszawie. Mieście, przed którym wcześniej bardzo się wzbraniałam i które mnie przerażało. Warszawa, która w moim wyobrażeniu była miastem smutnym, szarym, przerażającym a w rzeczywistości okazała się jednym z największych pozytywnych zaskoczeń w moim życiu. Bardzo ją pokochałam i dziś traktuję jak swój dom.

Za co więc pokochałaś Warszawę?

Za energię, ludzi, możliwości. Warszawa nakręca i inspiruje. A to jest bardzo ważne w miastach. Do tego, jeśli człowiek ma taką naturę jak ja, czyli szybko się nudzi i robi dużo rzeczy naraz, Warszawa daje mu bardzo dużo bodźców do działania. Dobrym przykładem na to jest sytuacja, kiedy zaczęłyśmy z Agatą pracować nad magazynem Zwykłe Życie. Nie znałyśmy w stolicy kompletnie nikogo. Pierwszych autorów tekstów, ilustracji i zdjęć do Zwykłego Życia prosiłyśmy o współpracę przez internet, często znając tylko ich portfolio, często nie wiedząc nawet jak oni wyglądają. Z ogromną dozą nieśmiałości pisałyśmy te wiadomości, bo nie do końca wiedziałyśmy, czego możemy się spodziewać. I dużym zaskoczeniem było to, że dostawałyśmy bardzo pozytywne odpowiedzi z chęcią nawiązania współpracy. Z wielu takich kontaktów narodziły się dzisiejsze przyjaźnie.

Nie bałyście się wydać własnego magazynu?

Zwykłe Życie nie powstało na podstawie biznesplanu. To był zew serca. Nie bałyśmy się, ponieważ nie robiłyśmy tego z obawą, czy będzie to sukces, czy porażka. Po prostu chciałyśmy spróbować. O tym jak wspaniale byłoby mieć magazyn, toczyłyśmy z Agatą rozmowy od lat. Pierwszy numer wydałyśmy on-line jako PDF. Zaangażowałyśmy więc głównie czas i energię – nie była to dla nas żadna forma ryzykownej inwestycji. Oczywiście, chciałyśmy, aby numer się ludziom spodobał. Pamiętam, jak co chwilę odświeżałyśmy stronę na issue, sprawdzając, ile jest wejść. Super odzew na PDF “zerówkę” dał nam pewność, że chcemy pierwszy numer magazynu Zwykłe Życie wydrukować, co zrobiłyśmy za swoje oszczędności (zarobione zresztą w Przekroju).

Figurki z filmu Mój sąsiad Totoro z Japonii, Maneki-neko z Paryża, figurki z Syrii, Budda z Hong Kongu – czyli pamiątki z podróży Marty i Bartka.

Praca Eweliny Klećkowskiej.
Marta i Ewelina wspólnie tworzą markę Lucky Shirt, pod którą kryją się białe koszule vintage z erotycznymi haftami.

Dzięki lekturze Zwykłego Życia możemy odkrywać wiele interesujących miejsc na mapie stolicy. Jakie miejsca poleciłabyś osobom, które wybierają się na wycieczkę do Warszawy?

Plan zwiedzania zależałby od tego, czym ta osoba byłaby zainteresowana. Jeśli miałabym pokazać miasto osobie, która interesuje się szeroko pojętą kulturą, na pewno zabrałabym ją do Nowego Teatru, na Późną Polskość do Centrum Sztuki Współczesnej  i Syreny do Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Obowiązkowo zahaczylibyśmy o Super Salon. Na kawę poszlibyśmy do Relaksu na Mokotowie. A w słoneczny, ciepły dzień do Parku Skaryszewskiego lub na Pole Mokotowskie na piknik. Na obiad poszlibyśmy po sąsiedzku do MOD, które mieści się na Oleandrów. A gdyby była to osoba z zagranicy to do Przegryź, na pierogi lub mielone.

Warszawa, to również ciekawa architektonicznie mieszanka, budząca jednak często wiele kontrowersji, jak architektura socrealizmu czy Pałac Kultury i Nauki, który osobiście uwielbiam.

Staram się nie oceniać Warszawy pod względem jej piękna. Zdaję sobie sprawę z tego, że o Warszawie mówi się, że jest mało urodziwym miastem. Mając jednak w pamięci jego historie, uważam że nie jest to kwestia do poddawania ocenie. Osobiście, kompletnie nie mam problemu z architekturą socrealistyczną. Uwielbiam Plac Konstytucji. Nie wyobrażam sobie również zburzenia Pałacu Kultury i Nauki. Warszawa ma też bardzo dużo pięknych, modernistycznych budynków. Jej eklektyzm jest fascynujący. Pojedyncze modernistyczne i secesyjne perełki można odnajdywać w nieskończoność.

To miasto, w którym jest bardzo wiele do odkrycia.

Tak. To przestrzeń miejska, która szybko się zmienia. Cały czas powstają nowe inicjatywy i miejsca. Warszawa, jak każda europejska stolica jest żywą tkanką i to jest w niej świetne. Kiedy wprowadzałam się tu w 2010 roku, trafiłam na czas bardzo pozytywnych zmian w mieście. Dzielnice zaczynały się przeobrażać i żyć własnym życiem. Po Mokotowie, który w tamtym czasie był już pełen sklepików, kawiarni, concept storów, Żoliborz, Ochota jak również Stare Bielany powoli zaczynały zapełniać się lokalnymi inicjatywami. Dziś każda z tych dzielnic jest już miastem w mieście. Ich mieszkańcy mogą tam prowadzić bogate życie kulturalne i towarzyskie, nie opuszczając swojego rejonu.

Na koniec porozmawiajmy o ulicy, na której mieszkasz. Idąc do twojego mieszkania, zauroczyłyśmy się tym miejscem.

Ulica Olendrów jest świetna. Znajduje się w centrum miasta, a mimo to jest tu spokojnie i cicho. Przez trzy lata odkąd wynajęliśmy tu mieszkanie, pootwierało się mnóstwo sklepów, knajpek, które dodatkowo tworzą jej wyjątkowy klimat. Właściciele knajpek i sklepów znają się i lubią nawzajem. Kojarzą też mieszkańców – swoich stałych klientów. Na ulicy czuć sąsiedzką atmosferę, co dzisiaj w dużym mieście jest rzadkością. No i mamy balkon! Mieszkańcy centrum Warszawy, wiedzą, że jest on tu na wagę złota. Kiedyś w końcu pójdziemy “na swoje”, ale żal będzie się wyprowadzać.

Wywiad i tekst: Magda Bałkowska
Zdjęcia: Maja Musznicka

 

26 kwietnia 2017


Poprzedni wpis

Następny wpis