Marta Sokołowska

Poznajcie Martę, która na poznańskich Jeżycach stworzyła wraz ze swoim mężem Alkiem wspaniały dom. Zakochacie się w tym mieszkaniu! Pięknie odrestaurowane, z dbałością o historię miejsca. Z dużą ilością cegły na ścianach, która wygląda tu obłędnie! Pełne ciepła, dziecięcej radości i dobrej energii właścicieli.  Z Martą spędziłyśmy bardzo miłe przedpołudnie, zajadając pyszne śniadanie i tort szpinakowy.  Rozmawiałyśmy o jej pomieszkiwaniu w różnych krajach Europy i szukaniu tam inspiracji, które dziś znajdują upust w jej poznańskim mieszkaniu. Bielone drewno, połączenie starego z nowym i wiele innych elementów przywodzą na myśl Sztokholm, w którym Marta spędziła kilka lat. Po odwiedzinach w mieszkaniu Marty nasze marzenia o mieszkaniu w kamienicy stały się jeszcze silniejsze.

Kiedy umawiałyśmy się na wywiad, napisałaś nam, że za wnętrzem Waszego mieszkania kryje się zwyczajna para, która lubi remonty. Patrząc na Wasze mieszkanie, widać, że jest to Wasza pasja. Długo pracowaliście na taki efekt? Jakie niespodzianki spotkały Was podczas remontu?

Obecny kształt naszego mieszkania to przede wszystkim zasługa mojego męża, który jego renowacji poświęcił bardzo dużo czasu, większość prac remontowych wykonując samodzielnie.
Remont trwał trzy lata i bardzo dużo się w tym czasie nauczyliśmy. To nie nasz pierwszy remont w kamienicy, choć pierwszy tak duży. Przyznam, że nie spodziewaliśmy się, że zajmie nam to aż tyle czasu. Sama renowacja drzwi pochłonęła mnóstwo energii, pewnie taniej i szybciej byłoby po prostu zamówić nowe, ale to już nie byłoby to samo. Sporo czasu zajęło również czyszczenie cegły i wypełnianie ubytków. Odnawialiśmy wszystko, co tylko się dało. Jedynie starej podłogi nie udało się uratować. Była mocno zniszczona i nierówna. Na podłogę trafiły nowe deski modrzewiowe i świerkowe, za to stare dechy po wyczyszczeniu zyskały nowe życie. Z nich wykonany jest stół w jadalni oraz zagłówek łóżka. Reszta dech w czeluściach piwnicy czeka na nową inkarnację.
W temacie odkryć – ozdobą naszej kuchni są dwie biblioteczki powstałe we wnękach w ścianie. Początkowo miała tam być tylko jedna wnęka powstała po zamurowaniu jednego z przejść do pokoju. Po skuciu tynków okazało się, że obok kryła się druga identyczna wnęka. Dzięki nim nie musieliśmy martwić się, gdzie pomieszczą się nasze wszystkie książki.

Opowiedz nam o sobie.

Jestem po prostu Martą, żoną Alka i mamą Marii i Aleksandry. Pochodzę z Podlasia, a do Poznania przyjechałam na studia ekonomiczne i tutaj zostałam… prawie, bo w międzyczasie niemal 9 lat spędziłam poza Polską. Mieszkałam w 4 krajach. Najpierw na studiach w Danii i Francji, a potem wyjechałam do pracy, do Niemiec i Szwecji, gdzie spędziłam po 3 lata. Zawsze lubiłam uczyć się języków, poznawać nowych ludzi i miejsca. Przyznam, że najeździłam się, zebrałam mnóstwo wrażeń i doświadczeń, by w końcu z miłą chęcią wrócić do Poznania. Teraz jestem przede wszystkim mamą dwóch małych dziewczynek i pewnie najbliższe miesiące pokażą, w jaki sposób na nowo się zdefiniuję.

Czy mieszkanie w Skandynawii wpłynęło na kształt twojego domu?

Bardzo! Do Sztokholmu trafiłam po raz pierwszy wiele lat przed tym, zanim wyjechałam tam do pracy. To był wyjazd typowo turystyczny. Razem z przyjaciółmi zatrzymaliśmy się wtedy w małym mieszkaniu w kamienicy (to było jeszcze w czasach zanim wynaleziono Airbnb!). To miejsce i jego klimat totalnie mnie oczarowały. Kiedy kilka lat później dostałam telefon z ofertą pracy w Sztokholmie, nie wahałam się długo! Zamieszkałam oczywiście w kamienicy, w jednej z dzielnic, w centrum Sztokholmu (Vasastan), parę ulic dalej od miejsca, gdzie kiedyś spędziłam kilka dni jako turystka.
Za sprawą Szwecji w naszym mieszkaniu pojawiło się między innymi drewno bielone ługiem. Poza tym połączenie starego z nowym, praktycznie brak zasłon w mieszkaniu czy łazienka w bieli i marmurze, to także w jakimś stopniu pokłosie mojego skandynawskiego epizodu. Ktoś z moich przyjaciół ze Szwecji zobaczywszy nasze mieszkanie stwierdził, że stworzyliśmy tu sobie taki „mini Sztokholm”. I coś w tym jest, bo przekraczając progi naszego mieszkania za każdym razem czuję się, jakbym przenosiła się w czasoprzestrzeni, do moich szwedzkich czasów.

Jak się żyje na Jeżycach? Można tu fajnie spędzać czas z dziećmi?

Generalnie bardzo fajnie. Jeżyce mają dobrą energię, po prostu. To świetna baza wypadowa do pobliskich parków, Sołackiego, Wodziczki, na Cytadelę, do Starego Zoo czy nad Rusałkę. Dziewczyny na pewno doceniają bliskość pysznych lodziarni, które mijamy często po drodze do parku. Wszystko mamy w zasięgu krótkiego spaceru, wszędzie przemieszczamy się na piechotę. Pewnie jeszcze bardziej docenimy możliwości, jakie dają Jeżyce, gdy dziewczynki trochę podrosną i będziemy mogli korzystać z zajęć zorganizowanych, nie tracąc czasu na dojazdy.

Na co moglibyśmy „ponarzekać”, to spory ruch samochodowy i kierowcy, którzy nie zawsze respektują ograniczenia prędkości czy obecność pieszych. Poza tym zmorą jeżyckich chodników są odchody czworonogów, których właściciele nie zawsze po nich sprzątają. Czasami idzie się chodnikiem niczym slalomem uważając, by potknięcie dzieci nie skończyło się lądowaniem w psiej kupie. 😉

Przed Wami jeszcze urządzanie pokoi dla dziewczynek. Masz już jakieś pomysły?

Tak, to prawda. Kiedy urodziła się nasza młodsza córka, przenieśliśmy się na jakiś czasu do sypialni na dole, żeby uniknąć biegania po schodach. Planujemy jednak wkrótce powrót na górę i przeniesienie dziewczynek do ich pokoju. W sypialni dziewczynek na pewno nie zabraknie starych odnowionych mebli. Właśnie niedawno pojawiła się tam leciwa szafa, która czeka na malowanie. Oczywiście na szaro. 🙂 Poluję też na stary mebel do renowacji, który posłuży jako półka na książki. Mebli nie planujemy za wiele, by pozostawić maksymalnie dużą przestrzeń do biegania i zabawy. Na pewno pojawią się za to miękkie dywany i pufy z lnu, który jest moim ulubionym materiałem oraz motywy dekoracyjne związane z niebem. W końcu sypialnia na poddaszu to trochę taka podniebna sypialnia.

Wasze mieszkanie to piękny przykład na to, jak cegła może odgrywać główną rolę w domu. Skąd pomysł, aby to ten materiał wyeksponować tu najbardziej?

Właściwie to nie jestem w stanie powiedzieć, skąd się wzięło to zamiłowanie do cegły. Lubimy jej niedoskonałość, chropowatość i ciepło, jakie wnosi do wnętrza. Tak naprawdę początkowo planowaliśmy odsłonić cegłę tylko na jednej ścianie rozciągającej się pomiędzy piętrami. Dopiero w trakcie prac remontowych zapadały decyzje, by odsłonięte pozostawiać kolejne fragmenty ściany z cegieł. Szkoda zakrywać coś tak pięknego! To trochę tak, jakbyśmy obnażyli duszę tego wnętrza. Kiedy patrzę na cegłę w naszym domu, myślę o ludziach, których ręce ją formowały. Odciski ich palców nadal zatopione są w niektórych kamieniach.

Patrząc na Wasze mieszkanie, stwierdzić można, że jesteś zwolenniczką minimalizmu, czy się mylę?

Nie uważam siebie za minimalistkę, ale od pewnego czasu pilnuję, by otaczać się rzeczami, których naprawdę używam i potrzebuję. Kiedy wróciłam do Polski, przeszłam swoisty proces minimalizowania stanu posiadania. Okazało się, że przez lata obrosłam w mnóstwo rzeczy, których nie używałam. Sprzedałam i rozdałam wtedy bardzo wiele przedmiotów i odczułam ogromną ulgę. W minimalizowaniu bardzo pomaga przeprowadzka. 😉 Jej wizja mocno motywuje do tego, by naprawdę zabrać ze sobą tylko to, co niezbędne. Uważam, że przeprowadzka raz na jakiś czas każdemu wychodzi na zdrowie. 😉
Kiedyś musiałam mieć wszystko nowe, teraz chętnie korzystam z rzeczy z drugiej ręki. Odpowiada mi idea używania czegoś przez jakiś czas i puszczania w dalszy obieg. Sprawdza się zwłaszcza przy dzieciach.
Trochę u nas pusto również z racji tego, że jeszcze nie zdążyliśmy „upolować” wszystkich mebli, których potrzebujemy. Nie do końca wierzę w ideę urządzenia wszystkiego od razu, wolę, gdy wnętrze ewoluuje i powstaje w czasie.

Architektura wnętrz to Twoja pasja. Planujesz ją przekuć w pracę?

Zdecydowanie pcha mnie w tym kierunku. Myśl, by zająć się tym na co dzień, kiełkuje od dawna. W tym roku skończyłam studia z zakresu aranżacji wnętrz. Myślałam o tym od kilku lat i stwierdziłam, że nie będzie lepszego czasu niż teraz, gdy jestem na urlopie macierzyńskim, by te studia zrobić. Teraz pracuję nad dwoma projektami wnętrz. Przyczynić się do metamorfozy wnętrza i nadać mu kształt daje ogromną satysfakcję. Ostatnio usłyszałam od swoich pierwszych klientów coś, co strasznie mi się spodobało, że „zaczynają widzieć swoje wnętrze moimi oczami.” Prawda, że świetne zajęcie? Pomagać innym odkrywać potencjał, jaki tkwi w ich wnętrzu.

Miałabyś jakąś złotą radę dla osób, które chcą zamieszkać w mieszkaniu w kamienicy?

Przede wszystkim nie bać się. Wiele osób kierując się stereotypami, obawia się mieszkania w kamienicach, choć kamieniczne wnętrza do nich przemawiają. Obawy mają różne, że będzie śmierdziało, że głośno, że nieciekawe sąsiedztwo, że trudno ogrzać, a jeśli już, to rachunki za ogrzewanie niebotyczne. Pewnie jeszcze dłużej mogłabym wymieniać powody, które powstrzymują ludzi przed mieszkaniem w kamienicy. W każdym razie u nas nic z tego się nie sprawdziło. Mieszkamy w czystej, wyremontowanej kamienicy, ogrzewanie mamy miejskie, a sąsiadów przefantastycznych. To miejsce ma po prostu fenomenalny klimat!

***

Tekst: Magdalena Bałkowska
Zdjęcia: Maja Musznicka 

17 lipca 2018


Poprzedni wpis

Następny wpis