Marysia Ciernioch

Wiele przygód, które wywiozłam w walizce wspomnień z Poznania, wiązało się z wchodzeniem na dachy kamienic. Uwielbiam patrzeć na miasto właśnie z tej perspektywy – niedostępnej, niecodziennej i dzięki temu wyjątkowej. I pomyśleć, że niektórzy mogą delektować się widokiem z dachu codziennie! Do grona takich szczęśliwców należy Marysia, której mieszkanie, z osobistym wyjściem na dach, mieści się na poznańskich Jeżycach. Marysię udaje nam się odwiedzić w ciepły, jeszcze wakacyjny dzień, dzięki czemu możemy w pełni skorzystać z walorów jej mieszkania, czyli posiedzieć na dachu. Marysia z zawodu jest charakteryzatorką i temu aktualnie poświęca się w życiu. Łapiąc promienie słońca, z cudnym widokiem na Poznań w tle, rozmawiamy  o sztuce charakteryzacji i o życiu na ulubionych Jeżycach.

Marysiu, jesteś szczęściarą! Możesz codziennie podziwiać panoramę Poznania wychodząc na dach domu, w którym mieszkasz! Sporo czasu tu spędzasz?

Uwielbiam to mieszkanie, właśnie za to, że ma wyjście na dach. To zdecydowanie moje ulubione miejsce w domu. Kiedy tylko pogoda i czas na to pozwalają, godzinami przesiaduję tu z kawą i książką albo po prostu gapię się na miasto. Lubię, kiedy wpadają do mnie znajomi i spędzamy tu wspólnie czas. To najlepszy „salon”, jaki mogłam sobie wymarzyć!

Dlaczego wybrałaś Jeżyce na miejsce do zamieszkania w Poznaniu?

Lubię Jeżyce za ich klimat i niespieszne tempo, które tutaj panuje. Mieszkając tu, czuję, że nie muszę nigdzie biec i naprawdę odpoczywam. Wszystko, czego potrzebuję, mam na wyciągnięcie ręki. Zarówno pyszne jedzenie, miejsce na spacer, jak i pracownię szewską albo zegarmistrz. Uwielbiam Jeżyce za magiczne kino Rialto z jego przepięknym neonem i malutką salą kinową, gdzie czas się zatrzymał. Za Stare Zoo, które często odwiedzam. Bardzo lubię sąsiedztwo restauracji Modra i jej smaki, wegański Wypas i kawiarnie Kafej na Wawrzyniaka, która jest zdecydowanie najpyszniejszym miejscem na fyrtlu! Jeżyce to świetny punkt wypadowy, ponieważ stąd jest wszędzie blisko. Mogę dzięki temu poruszać się po mieście pieszo lub rowerem. Tylko kiedy zmierzam do pracy, ze względu na mój ciężki kufer, wybieram samochód.

Kufer, który wypełniony jest po brzegi kosmetykami i akcesoriami do makijażu. Opowiedz nam o swojej pracy i o tym jak to się stało, że pracujesz jako charakteryzatorka.

Przygodę z charakteryzacją zaczęłam  kilkanaście lat temu. W trakcie studiowania kulturoznawstwa z ciekawości i potrzeby tworzenia postanowiłam zrobić dodatkowo szkołę charakteryzacji. W mojej pracy bardzo lubię różnorodność tematów, z którymi się mierzę. Zajmuję się makijażem w każdej jego formie: bodypaintingiem, charakteryzacją filmową i teatralną oraz charakteryzatorskimi efektami specjalnymi. Cały czas staram się rozwijać, szukać nowych tematów, wyzwań i inspiracji. To, że poruszam się w tak wielu aspektach pracy z ludzkim ciałem, powoduje, że praca mi się  zwyczajnie nie nudzi. Bardzo lubię możliwość podróżowania, jaką daje mi ten zawód oraz to, że poznaję dzięki niej wielu wspaniałych ludzi.

milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch Charakteryzacja oraz body painting to interesująca dziedzina sztuki. “Materiałem”, na którym powstają twoje, prace jest ludzkie ciało. Czy jest to łatwa materia do pracy dla artysty?

Na pewno jest to materia ciekawa i inspirująca. Praca z ludzkim ciałem potrafi być nie lada wyzwaniem i trzeba mieć całkiem sporą wiedzę na ten temat, aby osiągnąć zamierzony efekt. Mam tu na myśli przede wszystkim znajomość materiałów charakteryzatorskich czy też kosmetyków, co jest bardzo istotne, aby nie wyrządzić nikomu krzywdy poprzez zły ich dobór. Idealnym płótnem, jak wiadomo, jest zdrowa i zadbana cera, a z tym też potrafi być bardzo różnie. Nierzadko trzeba się napracować, aby efekt był oszałamiający, a niedoskonałości niewidoczne dla oka kamery czy widza.

Zdradźmy jeszcze jedno twoje oblicze. Podobno jeździłaś w swoim życiu ratrakiem?

Bo ja lubię przygody i wyzwania!  I kieruję się w życiu zasadą, że chcieć to móc! W zeszłym roku kręciliśmy serię filmów reklamowych w Alpach i musieliśmy dostać się do schroniska na szczycie góry. A że warunki atmosferyczne nie pozwalały na pracę wyciągów, dostaliśmy się na górę właśnie ratrakiem. Bardzo długo wierciłam dziurę w brzuchu kierowcy, żeby pozwolił mi na samym szczycie poprowadzić ratrak. Udało się, a reszta ekipy filmowej, nie dowierzając temu, przez chwilę była przekonana, że ja go po prostu ukradłam.

milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch

Porozmawiajmy o wnętrzu twojego mieszkania. Pięknym i intrygującym elementem wystroju jest kimono. Skąd się ono u Ciebie wzięło?

Odkąd pamiętam, zawsze fascynowała mnie japońska kultura i estetyka. Kimono pięknie dopełniło moją małą kolekcję japońskich przedmiotów. Jest cudowne, a jego wiązanie to niezwykła sztuka. To zdecydowanie jeden z piękniejszych i niespodziewanych prezentów jakie w życiu dostałam!  Dziękuje, Asuka!

Jesteś typem kolekcjonera? W Twoim domu można zauważyć ciekawą kolekcję figurek dinozaurów.

Mam w sobie geny zbieracza. I choć staram się z tym walczyć, bo cenię minimalizm, to łatwo nie jest. Co do samych dinozaurów, to mam do nich duży sentyment. Są bardzo długo ze mną i towarzyszą mi przy kolejnych przeprowadzkach. Każdy ma swoją ciekawą historię, która czyni je dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowymi.

milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch

milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch milkandsun-marysia-ciernoch Prowadzisz aktywne życie zawodowe i zapewne niewiele czasu spędzasz w domu. Jestem ciekawa, jak wygląda u Ciebie taki dzień, kiedy w tym domu możesz posiedzieć. Masz jakieś swoje rytuały, które wtedy wykonujesz?

To prawda, z moim czasem bywa bardzo różnie, co jest ceną jaką płacę za bycie freelancerem. Czasem nie mam go dla siebie prawie wcale. Bywa, że kilka tygodni nie ma mnie w domu. Ale na szczęście jest też tak, że mam kilka dni wolnych i wtedy mogę spokojnie pomieszkać. Zawsze taki dzień zaczynam od włączenia ulubionej muzyki i parzenia kawy. (Dla mnie wszystko, co jest związane z piciem kawy, zalicza się do grupy rzeczy moich ulubionych!) Potem jest czas na niespieszne śniadanie i zastanowienie się, co z tym wolnym dniem zrobić. Bywa, że odkurzam moją maszynę do szycia. Coraz częściej wracam do malowania. W taki wolny dzień zdarza mi się też coś ugotować, ale to z naciskiem na “zdarza”. Wieczorem, jeśli jestem w domu, nadrabiam zaległości filmowe. Nieważne, jak bardzo nie mam czasu, zawsze przed snem muszę przeczytać choćby kilka stron książki. To tak jak z kawą, musi być!

Na koniec chciałabym zapytać, co dla Ciebie oznacza słowo “dom”?

Dom to przede wszystkim przestrzeń, w której czuję się dobrze, gdzie odpoczywam i do której chcę wracać. To nie tylko cztery ściany, w których mieszkam. To też ważni dla mnie ludzie, których mam wokół siebie.

milkandsun-marysia-ciernoch

milkandsun-marysia-ciernoch 

Tekst i wywiad: Magda Bałkowska
Zdjęcia: Maja Musznicka

23 października 2017


Poprzedni wpis