Ola i Michał

Czy wspólna przestrzeń do pracy, kiedy mieszka się razem, dobrze wpływa na związek? Czy można spędzać ze sobą cały dzień, co dzień, i nie zwariować?

Poznajcie Olę i Michała, pierwszych bohaterów serii reportaży pod tytułem „It takes two”, inspirowanych przez markę Alba1913 – kosmetyki z tradycjami od 1913r. W zgodzie z wielowiekową tradycją zielarską i prostą filozofią „Zdrowie jest piękne” Alba1913 pielęgnuje sztukę kompozycji unikatowych rodzinnych receptur urzeczywistniających w trzecim pokoleniu pochwałę holistycznej wizji piękna jako harmonii ciała i ducha. Wspólnie z marką, w cyklu „It takes two” spotykamy się z kreatywnymi, pełnymi pasji parami. Pokazujemy ich mieszkanie i rozmawiamy o wspólnym dzieleniu przestrzeni, zainteresowań i pracy. Testujemy również kosmetyki Alba1913, które dedykowane są zarówno dla niej i dla niego.

Z Olą i Michałem porozmawialiśmy w ich pięknie urządzonym mieszkaniu wypełnionym słońcem i sztuką lokalnych artystów. Wprowadzając się tu kilka lat temu, wiedzieli, że chcą tworzyć dom otwarty, w którym będą spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, stąd ważnym elementem mieszkania okazały się duże, wygodne kanapy, wokół których toczy się życie domu. W mieszkaniu ważny element stanowi podłoga, która jest spełnieniem marzeń Michała i robi niebywałe wrażenie, zwłaszcza, że kryje w sobie ciekawą historię.

Ola i Michał są świetnym przykładem na to, że można wiele rzeczy razem wypracować, a wspólna przestrzeń do pracy potrafi wzmocnić związek. Pomaga tu też miłość do miejsca, które się tworzy, poczucie humoru i wzajemne wsparcie. Taki scenariusz wymyślili sobie nasi bohaterowie. Postanowili wynająć lokal, w którym połączą wspólnie siły – Ola otworzyła wymarzoną kawiarnię PLAN, a Michał urządził obok studio filmowe MISHKA. I nagle okazuje się, że wspólne miejsce pracy to dobry plan na życie.

Pamiętacie moment, kiedy postanowiliście razem zamieszkać?

Michał: Bardzo dobrze. To było po moim egzaminie magisterskim – chwilę po nim wprowadziliśmy się do tego mieszkania. Remont robiliśmy w dużej mierze na własną rękę, dlatego trochę to trwało. W zasadzie do teraz nasze mieszkanie stopniowo obrasta w nowe przedmioty i cały czas pojawiają się świeże pomysły, co w nim zmienić i jak je dopasować do naszej codzienności. Jedyne co wiedzieliśmy od początku to to, że chcemy stworzyć duży otwarty salon, w którym będzie podłoga przypominająca deski pokładowe i to udało nam się zrobić na starcie – wyburzyliśmy ścianę i jest dokładnie tak jak chcieliśmy.

Ola: Michał uparł się na tę podłogę do tego stopnia, że był w stanie poświęcić swój ukochany motor, którym jeździł podczas studiów. Doceniam, bo podłoga robi fajny efekt i nadal nas cieszy.

W mieszkaniu macie sporo prac młodych poznańskich artystów.

Michał: Mamy plakaty Eweliny Dymek, której prace można zobaczyć także w Planie; grafikę Any Jóźwiak, prace Noriakiego, Somarta i kilka obrazów Michała Dumina.

Ola: Nasze ściany pomału się zapełniają. Teraz mamy taki etap, że kupujemy dużo roślin do domu. Do Planu zresztą też. Dają niesamowity klimat i sprawiają, że w każdym wnętrzu robi się domowo.

Wasze ulubione miejsce w domu?

Ola: Właśnie to, gdzie teraz siedzimy, czyli te dwie kanapy. Wokół tego miejsca toczy się w naszym mieszkaniu życie. Tu lubimy odpoczywać. Tu, jeszcze przed otwarciem Planu, spędzaliśmy mnóstwo czasu z naszymi przyjaciółmi, oglądając wspólnie filmy, grając w planszówki.

Michał: Kiedy wspólnie tu zamieszkaliśmy, wiedzieliśmy, że będziemy tworzyć otwarty dom pełen gości. Teraz ta strefa trochę przeniosła się do Planu – niedaleko, bo jakieś 200 metrów od naszego mieszkania.

Ubiegły rok to dla Was duże zmiany. Powstał Plan, a Wy już nie tylko spędzacie wspólnie czas w domu, ale także w pracy. Jak Wam to wychodzi?

Michał: Mishka Studio i Plan to dwa odrębne byty, które dzielą wspólną przestrzeń (biuro Mishki mieści się tuż za kawiarnią) i wspierają się nawzajem. Często się uzupełniamy – robimy w Planie pokazy filmowe, nagrania dla klientów Mishki.

Ola: Kiedy pracowaliśmy nad Planem i remontowaliśmy lokale zastanawialiśmy się oczywiście, czy to, że będziemy obok siebie codziennie przez cały dzień, nie sprawi, że będziemy mieli przesyt. Działamy już prawie pół roku i okazuje się, że gra to bardzo dobrze – wiadomo, że nie zawsze jest tylko tęcza i jednorożce, ale dzięki temu mamy możliwość żeby w ciągu dnia usiąść razem na leżakach i wypić kawę. Na samym początku były obawy, czy branża gastronomiczna (chociaż bardzo nie lubię tego słowa) to jest to, czy uda nam się stworzyć miejsce, które sobie wyobrażaliśmy. Wychodzę z założenia, że jeśli coś lubisz robić, a mi marzyło się takie miejsce od dziecka, to to musi się udać. Nie tworzyłam Planu na czysto biznesowych zasadach. Chciałam stworzyć miejsce, do którego będą chętnie wracać ludzie i w którym będzie panować fajna energia. Przy powstawaniu Planu pracowaliśmy z super zdolnymi ludźmi. Wnętrze projektował Hugon Kowalski, identyfikację wizualną Damian Skotzke i Ewelina Dymek – z całą ekipą trzymamy się do teraz i często wpadają do Planu.

Michał: Jeśli lubisz to co robisz, jest to szczere i robione z pasją, to pieniądze zawsze przyjdą. Każde z nas rozwija swoją pasję i robi to, co lubi robić. Dlatego to działa.

Czyli obawy się nie ziściły, na szczęście.

Michał: Wspólne miejsce pracy ma swój klimat. Kiedy jest szary, ponury dzień, a my możemy razem wyjść do pracy, droga do niej robi się przyjemniejsza. Przed otwarciem kawiarni jemy wspólnie śniadanie. Przy porannym jedzeniu rodzą się nowe pomysły, plany. Poza tym, dzięki temu, że tak blisko siebie pracujemy, możemy sobie pomagać, gdy jest taka potrzeba.

Ola: Kiedy w Planie jest duży ruch i nie wiem, w co ręce włożyć, wołam chłopaków do pomocy. Dwa Michały (wspólnie z Michałem, Mishkę tworzy Michał Rachlewicz) to najlepsi sąsiedzi jakich mogłam sobie wymarzyć i dopóki dostają nowe ciasta do testowania i mają nieograniczony dostęp do kawy, to im też to sąsiedztwo pasuje. Aktualnie spędzam tam bardzo dużo czasu i wkładam całe serce, żeby wszystko działało jak najlepiej.

 A macie choć trochę wolnego czasu tylko dla siebie? Jak lubicie go spędzać?

Ola: Większość czasu spędzamy ostatnio jednak w Planie lub w ogródku przed nim. Plus jest taki, że nasi przyjaciele chętnie spędzają ten czas z nami. Jeśli uda mi się poukładać tak grafik, że nie muszę być na miejscu, wówczas staramy się wyjechać na moment i pobyć trochę sam na sam.

Michał: Jesteśmy na początku naszej przygody z kawiarnią, więc mocno się angażujemy i wkładamy w to miejsce dużo energii i pracy, przez co mamy mało wolnego czasu. Ale może dzięki temu bardziej doceniamy chwile relaksu we dwoje.

Ola: To jest jedna z tych większych zmian w naszym życiu, która nastąpiła po otwarciu kawiarni. Nasze życie towarzyskie zostało przeniesione z domu do Planu. Mieszkanie stało się taką świątynią do spania i medytacji (śmiech).

Wychodzicie razem do pracy. Jestem ciekawa, czy kłócicie się rano o łazienkę.

Ola: Co Ty! Ja wstaję pierwsza i mam ją całą dla siebie. Michał budzi się na 10 – 15 minut przed wyjściem. Nie wiem, jak on to robi, ale w przeciągu tych kilkunastu minut od wstania z łóżka jest gotowy do wyjścia z domu. Magia.

Michał: Był czas, kiedy Ola prosiła mnie żebym wstał, bo nie zdążymy. Właściwie nie prosiła, tylko wyrzucała mnie z łóżka. Ja wtedy zrywałem się w pośpiechu, ogarniałem się i czekałem w butach na nią jeszcze 15 minut. Nauczony tym doświadczeniem wstaję, kiedy widzę, że Ola jest już ubrana i umalowana. Jak już długo mieszka się ze sobą, to się wiele rzeczy wspólnie wypracowuje.

Dotarliście się przez ten czas.

Michał: Tak, bardzo mocno. Ola kupiła mi Play Station, żebym się nie denerwował, kiedy muszę na nią czekać. Ja odpalam sobie Fifę, a Ola się spokojnie szykuje. Taki na przykład układ udało nam się wypracować (śmiech).

Ostatnio żyjecie bardzo intensywnie. Jestem ciekawa, czy znajdujecie czas na pielęgnacyjne przyjemności? Macie rytuały związane z pielęgnacją?

Michał: Ja smaruję twarz kremem. (Śmiech.)

Ola: Michał nie jest typem chłopaka, który zwraca większą uwagę na pielęgnację. W skrajnych sytuacjach szuka kremu do twarzy, a potem narzeka, że się klei. Jeśli chodzi o mnie, to rzeczywiście, mam teraz trochę mało czasu na domowe SPA.

Michał: Może ja odpowiem, bo od dawna obserwuję to z zewnątrz. Rytuał, jakiemu Ola oddaje się codziennie, jest taki, że zabiera ze sobą do łazienki kawę i bierze gorący prysznic, po którym w łazience można poczuć się jak w tropikach – tak jest parno. Potem krząta się po domu w szlafroku, siada na kanapie i cała się smaruje masłem czy innym balsamem. Ubiera się i siada przy swojej toaletce, przy której następuje rytuał makijażowy. Potem jeszcze wchodzi na moment do łazienki i suszy włosy.

W codziennej pielęgnacji stosujecie różne kosmetyki Alba. Które z nich polubiliście najbardziej?

Ola: Mistrzem jest krem do twarzy (Metropolitan Skin Guard Lotion), używamy go razem z Michałem i jest tak lekki, że na lato pasuje idealnie. Polubiłam się też z olejkiem do twarzy na noc (Overnight Cell Rescue Oil), bo delikatnie pachnie i jest przyjemny w obsłudze przez to ładne opakowanie i to magiczne dozowanie kropelek.

tekst i wywiad: Magda Bałkowsk
zdjęcia: Maja Musznicka

13 maja 2018


Poprzedni wpis